iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Czas

Czas jest fascynującym tematem rozważań, zwłaszcza dla ludzi, takich jak ja - czyli nie mających zielonego pojęcia o czasie ;)

Z fizykiem o czasie nie pogadasz. To znaczy - pogadasz, ale brak w tym poezji. Z poetą nie pogadasz. To znaczy - pogadasz, ale brak w tym zupełnie konkretu. Historyk, archeolog, geolog, paleobiolog - nie tyle o czasie, ile o i zjawiskach, zdarzeniach i warstwach. Matematyk - zupełny odlot, chociaż poważam tych przemiłych wariatów ;)) Zegarmistrz - coś jak poeta, tylko rymy zwykle częstochowskie. Ja też nie mam zbyt wiele do powiedzenia :(

Ale wiem: jeśli rano godzina upływa w pięć minut - to nie jest dobrze.. Niedobrze! Trudny będzie to dzień.

Pozdrawiam :)))

Komentarzy: 4
Dwie dziewczynki

Napisał ktoś-gdzieś-kiedyś: fotograf jest grabarzem. Paradoksalne to stwierdzenie. Jakże to? Przecież fotografia zachowuje obraz, przekazuje go następnym i następnym pokoleniom! Uwiecznia!

A jednak... Jeśli uświadomić sobie nieuchronność przemijania - utrwalenie tego jednego momentu tym bardziej tę nieuchronność urealnia. Oto bowiem tuż po wykonaniu zdjęcia czas połyka kolejne chwile i tamta jedna już jest chwilą PRZESZŁĄ. Na zawsze. W tym sensie wszystko, co żyje - umiera w chwili tej właśnie, umiera w jakiejś cząstce. Jeśli zaś nie ma obserwatora (zwłaszcza tak bezceremonialnego, jak fotograf) - przemijanie nie ma świadków i dokonuje się dopiero wtedy, kiedy przychodzi kres.

Oto dwie fotografie. Pierwsza z nich nosi tytuł Eva auf dem Schulweg i powstała w 1928 r. Tytuł zdjęciu nadała sama Ewa - tyle, że 70 lat później, kiedy odwiedziłem ją, staruszkę, a ona opowiedziała mi nieco z historii swojego życia. W pokoju, w którym się urodziła, była już sypialnia mojej żony, a na podwórku mój syn znajdował jeszcze ołowiane żołnierzyki. Żołnierzyki należały do brata Ewy, który jako 15 letni chłopiec zaginął na froncie w Rosji. Potem Ewa została lekarzem, wyszła za lekarza, nie mieli dzieci, lecz byli bardzo bogaci. Mieli nawet w swoim domu prywatną salę kinową. Teraz Ewa już NAPRAWDĘ nie żyje. Popatrzcie na jej uśmiech, na buciki, na tornister. Czy coś Wam to przypomina?

 

 

Drugie zdjęcie przedstawia nieznaną mi dziewczynkę. Autor, W. Buchrow, nadał mu tytuł Przy fontannie. Powstało w latach osiemdziesiątych, a zatem dziecko jest już prawdopodobnie dorosłą kobietą, o której losach nic mi nie wiadomo. Mogę więc swobodnie snuć domysły. Mogę pomyśleć, że ma dobrą rodzinę i jest szczęśliwa, albo - że skończyła gdzieś w burdelu. Mogę nadać jej imię, na przykład Tatiana. A jednak - cokolwiek się wydarzy, dobrego lub złego, ja wiem WŁAŚNIE O NIEJ, że przemija. Dziwne, prawda? Taka jest tajemnicza moc fotografii.

 

Komentarzy: 4
Z mariologii - pała!

Dzisiaj chcę poruszyć sprawę bardzo delikatną, w Polsce – szczególnie, o czym świadczą ostatnie wydarzenia wokół koncertu Madonny (lecz nie tylko).

Maryja. Matka Boża. Niepokalanie Poczęta. Maryja Zawsze Dziewica.

 

Mariologia wydaje mi się czymś niepojętym i fascynującym zarazem. Jak możliwe jest, by stworzyć naukę opartą na kilku kruchych przekazach? Jak można zbudować wielopiętrowy gmach, swoiście piękny, na kilku słowach, poddających się praktycznie dowolnej interpretacji?

O Maryi wiemy bardzo niewiele. Tak naprawdę można powiedzieć, że żyła, była matką Jezusa, towarzyszyła mu przynajmniej w części jego ziemskich wędrówek, była świadkiem jego śmierci krzyżowej. To wszystko.
Mariologia opiera się na Tradycji. Nauczanie Kościoła, począwszy od pierwszych wieków, “opracowuje” zagadnienia mariologiczne uściślając i nadając niektórym twierdzeniom wartość dogmatu.

Niepokalane Poczęcie: ogłoszone dogmatem w 1854 r. przez Piusa IX. Świętość Boga wymaga, by jego matka także była święta – pełna łaski i wolna od grzechu. Dlaczego Bóg nie mógł się narodzić z kobiety grzesznej, “zwyczajnej”? Nie wiadomo. Bóg mógł się urodzić w oborze, ale już nie z kobiety, jak każda inna? Dziwne. Jest w tym jakaś pierwotna dążność do zachowania symetrii, “dobrego urodzenia” w sensie duchowym. Pachnie mi dulszczyzną, zachowując wszelkie proporcje ;)

Zwiastowanie i wcielenie: piszą mariolodzy, że Maryja “zgodziła się na uczestnictwo w planie Bożym”, że był to akt jej woli. Przygotowana przez niepokalane poczęcie, święta nad świętymi – mogła powiedzieć nie? Wolne żarty!

Dziewictwo: zapewne nie chodzi tu o rozumienie biologiczne, choć i z takim się spotkałem. Oto czytam: “Dziewicze poczęcie dokonane mocą Ducha Świętego jest znakiem odwiecznej preegzystencji Syna Bożego” (Katolicyzm A-Z, str. 260, Diecezjalne Wydawnictwo Łódzkie). Jeszcze jeden przyczynek do “wolnego aktu” udziału Maryi w dziele Bożym.

Wniebowzięcie: dogmat Piusa XII, mówiący o tym, że Maryja ciałem i duszą została przeniesiona do nieba. Ot, tak – ciach i już! Mówi ks. J. Królikowski: “Jak to się stało? jasnej odpowiedzi nie ma. Możemy przypuszczać, że okres między śmiercią, a niebieską chwałą, w której Ona uczestniczy, równy był zeru. Mógł to być nawet ten sam moment. Teologia nie ma trudności z przyjęciem takiego poglądu” (Tyg. Powszechny, nr 3136, str. 16).

Oto, co potrafią wymyślić mężczyźni, jeśli uskrzydli ich Duch Święty! Co ciekawe, mariolożek w historii Kościoła jak na lekarstwo. A objawienia maryjne? Ha, uznawane są o tyle, o ile zgadzają się z “urzędową mariologią”. Niech no się komu objawi Maryja i powie, że tak naprawdę lubiła piwo, grę w kości i pocałunki z języczkiem... Ten popamięta!

No i jeszcze: niektórzy, jak ten pan poniżej, potrafią zbić na mariologii całkiem niezłe pieniądze ;)

 

Komentarzy: 1
?

Sobota. Czasem warto posprzątać w domu. Dzisiaj właśnie jest to "czasem"...

Oj.

Jak można posprzątać to wszystko??? Jak można to wszystko utrzymać w jakiej-takiej czystości???

Nie da się przecież. Syzyfowa praca. No i co z pająkami? Są pożyteczne, trudzą się, nie hałasują i nie bzyczą. Szkoda tych pająków.

Komentarzy: 4
PIT, czyli Podejrzanie Idealny Tatuś

Od czasu do czasu, ostatnio jakby częściej, daje mi się obserwować specyficzny typ tatusia. Nazwę go tutaj Podejrzanie Idealnym Tatusiem (PIT).

Tatuś typowy to osoba kochająca swoje dziecko, ale też rozumiejąca i akceptująca, że matka jest w naturalny sposób bliższa dziecku, zwłaszcza niemowlęciu lub dziecku małemu. Tatuś taki raczej pomaga, niż zarządza, raczej słucha, niż gada. Jest podporą rodziny w kłopocie.

PIT jest inny. Irytująco inny. Podczas zbierania wywiadu lekarskiego zawsze odpowiada  pierwszy. Jeśli mama coś dopowie - poprawia ją. Ze zdumiewającą dokładnością zna daty i godziny kupek swojego dziecięcia, ich konsystencje, woń i kolor. Podaje temperaturę z dokładnością do 0,1 stopnia. Często również manipuluje przy dziecku, podczas gdy mama, nieco zmieszana, stoi obok i podaje pieluszki oraz Sudocrem. Ma także PIT wobec niej postawę protekcjonalną, jakby uważał ją za nierozgarniętą.

Irytuje mnie taki tatuś okropnie! Do tego stopnia, że staram się zignorować jego aktywność i zwracam się bezpośrednio do matki dziecka.

Mam także przeczucie graniczące z pewnością, że dalsze losy takich rodzin nie są do pozazdroszczenia..

Komentarzy: 5
Najdłuższe słowo Nowoczesnej Europy

Przedużyciemlekuzapoznajsięztreściąulotkidołączonejdoopakowaniabądźskonsultujsięzlekarzemlub farmaceutąponieważkażdyleknieprawidłowostosowanymożezagrażaćtwojemużyciulubzdrowiu.

Wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego ma służyć... Czemu właściwie? Myślę, że wyłącznie temu, by producent leku uwolnił się od odpowiedzialności za niepożądane działania tegoż.

Stosowanie leków bez konsultacji z lekarzem ma swoje dobre i złe strony. Dobre - bo często się zdarza, że lekarz nie jest w stanie rzetelnie ocenić jednostkowego ryzyka i "konsultowanie" się jest tylko stratą czasu pacjenta i lekarza. Złe - bo nieuchronnie, prędzej czy później, będą trupy.
Ale tak jest przecież w życiu. Dlatego proponuję nowe słowo:

Przedużyciemczegokolwiekzapoznajsięztreściąulotkidołączonejdoopakowaniabądźskonsultujsięz specjalistąponieważkażdarzecznieprawidłowostosowanamożezagrażaćtwojemużyciulubzdrowiu.

Komentarzy: 9
Siwy dym

Wracam sobie ja dziś z pracy, pogwizduję wonderful world (albo wunderwaffe werk, nie pomnę już dokładnie..), aż tu patrzę: domek mój spowity w kłęby siwego dymu! Dym wali zza domu i kręci się wokół niego leniwie, bo pogoda dzisiejsza duśna i gnuśna. Taka w sam raz na grzybicę w pachwinach.

No, to lecę za dom i co widzę? Oto właściciel sąsiedniej działki, niezabudowanej jeszcze, znosi na wielkie kupy suche chwasty i pali. Dym koszmarny, a on w tym dymie uwija się i wędzi.

Idę ja do niego i pytam (dosłownie): czy uważa, że to co robi, jest dobre?

A on, spryciarz, dla zmyłki: a co on niby robi?

Mówię mu: pali pan śmieci i zadymia mój dom i moje dzieci w tym domu!

On: jakie śmieci?? To są tylko chwasty! Jakbym palił plastykowe butelki, albo opony, to by były śmieci, a to są tylko chwasty.

Ja: ale wie pan - dym to dym. Zatruwa pan powietrze w moim domu.

On: ależ pan delikatny! To co mam z tymi chwastami zrobić?

Ja: zebrać na kupę i wywieźć gdzieś. Na pola, albo na jakiś kompost.

Ostatecznie facet zgasił te chwasty (to znaczy - przygasił, bo tliło się jeszcze parę godzin). Jestem jednak przekonany, że uważa mnie od dziś za lekkiego świra.

Jakie macie zdanie w takiej sprawie? Zaznaczam, że nie mam nic przeciwko sąsiadom grilującym, ogniskom z kiełbaskami, nawet nie przeszkadza mi, gdy ktoś dyskretnie spali jakąś Niedobrą Czarownicę. Ale robienie siwego dymu???

Komentarzy: 3
Maślanki czar...

Poranny wpis Pawła, zainspirował mnie (dziękuję) do napisania takiej oto rymowanki. Mówi ona o tym, że nic nie jest niemożliwe, kiedy między dwojgiem ludzi - przyzwyczajonych już cokolwiek do siebie i do alkoholu - pojawi się magiczne słowo "maślanka"...

         Do maślanki

Słońce rankiem w me okno wesoło zajrzało..
Przeciągnąłem się lekko, ruchem zgrabnie kocim,
A moje Kochanie (jak zwykle) uznało,
że już troszkę późno: "Wstawaj, durny kmiocie!!!"

Popatrzyłem ja na Nią z niejakim wyrzutem,
Bo zbyt wcześnie wstawać nie bardzo jest zdrowo..
Odkrztusiłem więc z trudem poranne swe gluty
I dodałem z czułością: "Ty też wstawaj, krowo!!!"

Ona na to do mnie uśmiecha się pięknie
I zabiera mi kocyk (troszkę już śmierdzący)
Mówiąc: "Ruszaj się dupku! Bo ci rura zmięknie!"
Tak mnie uraziła... Zapewne niechcący...

Choć co fakt, to fakt - bo i miękka rura...
Wstaję więc, chcąc nie chcąc i powoli człapię
Do Kącika z Wiaderkiem (wszak pełna kultura!)
A Gołąbka pyta: "Dokąd leziesz, capie!??"

Uśmiechnąłem się krzywo: "Po maślankę muszę..
Bo z gęby mi cuchnie nie gorzej, niż z twojej!
Po francuskiej miłości co nieco mnie suszy ;)
Chyba nadużyłaś z procentem napoje?"


Miła wstała, okryła swe wdzięki ręcznikiem 
i tak mi odpowie: "Ech, ty mój wróbelku!
Nie wiem, z czegoś podpijał pod naszym kocykiem,
Lecz na pewno nie moje to było źródełko..."


Przełknąłem zniewagę, by utrzymać klasę
(bo też pamiętałem z nocy tej niewiele...),
Aby więc polepszyć relacje tymczasem
Spytałem: "Ty też chcesz maślankę, Aniele?"

Popatrzyła na mnie z miną tak zdumioną!
Ręcznik opadł jak listek.. Stała całkiem naga...
I szepnęła: "Ach, proszę, tylko - odtłuszczoną..."
Teraz wiem: WÓDKA SZKODZI - MAŚLANKA POMAGA!

 

Komentarzy: 1
Biorytm

Czytając nasze tutaj wpisy widzę, że od czasu do czasu dopadają nas pesymizmy, chandry i inne pomroczności jasne. Zauważam jednak również u Szanownych Pań niepokojącą tendencję do rozważania przyczyn tych stanów oraz pocieszania, nawet - do ocierania łez pochlipującym. Czasem nawet trafi się jakaś poezja.

A przecież istnieje niezawodny, choć co prawda nieco zapomniany, sposób na smutki egzystencjalne. No, może nie tyle na nie, ile na nasze wobec nich postawy. Po prostu zrób sobie BIORYTM!

Młodzież tego nie wie, ale były czasy, kiedy nawet zakupy uzależnione były od fazy biorytmu. Kiedy więc "rzucili" cukier, kupowali go tylko ci, którym biorytm fizyczny pozwalał donieść te 30 kg do domu. Kiedy zaś w księgarni pojawiła się nagle encyklopedia - w dobrym tonie było nabyć ją w okresie zwyżki intelektualnej.

W ten sposób kolejki w tzw. "sklepach" tworzyły się nieco mniejsze. Osoby z dołkiem emocjonalnym siedziały zaś w domu przy wódce (mężczyźni) lub przy wódce (kobiety) - ale WIEDZIAŁY, że nieuchronnie biorytm ich za kilka dnia zacznie zwyżkować i, czy im się to podoba, czy nie - będą się stopniowo weselić...

Oto mój biorytm na dzisiaj:

 

Fizyczny i emocjonalny - spadają wprawdzie, lecz nadal bardzo wysoko. Idealny dzień na SEKS! Zaraz to wydrukuję i dyskretnie położę na stole, by zobaczyła to moja Miła, kiedy przetrze zaspane oczęta.... ;)))

Intelektualny natomiast... hm... może na wszelki wypadek wezmę go z sobą do pracy..?

Komentarzy: 4
Można umrzeć ze śmiechu

Ponieważ zaczyna się kolejny tydzień - czas na kolejną porcję moich religijnych rozważań Prostaczka. Osoby głęboko wierzące oraz o wyrafinowanych umysłach proszę o miłosierdzie...

Czy Bóg ma poczucie humoru? Nie wiem. Poczucie humoru jest zagadnieniem niesamowicie skomplikowanym i rozległym, trzeba mieć wielką odwagę, by o nim rozprawiać, zwłaszcza - w odniesieniu do Boga. Ja zatem zajmę się pytaniem prostszym - czy Bóg jest kawalarzem?

Otóż moim zdaniem - Bóg jest kawalarzem. Gdyby nie był Bogiem, lecz np. panem Józkiem - powiedziałbym nawet, że jest jajcarzem. Poniżej przywołam kilka kwestii, na które, pomimo wielu rozmów i lektur, nikt nie udzielił satysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Bo ja się zgadzam, że czasem pomiędzy ludźmi (a zwłaszcza pomiędzy zakochanymi..) 2 plus 2 to jest tak gdzieś pomiędzy 1, a 10.. ale pomiędzy Bogiem, a człowiekiem musi być zawsze 4. O zbyt ważne sprawy bowiem idzie.

 

Grzech pierworodny. Majstersztyk kawalarstwa! Bóg wprowadza ludzi do Edenu. Wskazuje im, czego nie wolno robić oraz - jak zrobić to, czego nie wolno zrobić. Zastawia klasyczną pułapkę psychologiczną, w którą - oczywiście! - ta nieszczęsna Ewa wpada.. A Bóg, zamiast "resocjalizacji", w te pędy buch im na grzbiet grzech pierworodny i problem zła na świecie z głowy! I Bóg, rzecz jasna, niewinny...

 

Abraham i Izaak. Abrahama można jakoś ostatecznie zrozumieć - otrzymał od Boga cały swój świat i zrobiłby dla Niego wszystko. Co jednak myślał o tym przedstawieniu Izaak? Skąpe są na ten temat informacje, lecz chyba można wnioskować, że nie było mu do śmiechu.

 

Hiob - Karol Augustynowicz (www.paper-gallery.pl)


Hiob. Bóg i Szatan zakładają się o los człowieka. Zbyt ponure, by mogło być nieprawdą. Istotnie - można umrzeć ze śmiechu.


Stabat Mater Dolorosa. Przyznam, że tego nie rozumiem już całkiem. Oto Jezus, WIEDZĄC (bo mówił przecież o tym), że zmartwychwstanie za 3 dni, każe swej matce patrzeć na jego konanie na krzyżu. Cui bono?

Ale na szczęście, dziś niedziela. Tysiące kapłanów odbębnią niebawem Msze święte, myśląc już o smakowitych obiadach, przyrzadzonych przez zakonnice lub gosposie, wg przepisów siostry Leonilli. Kilkudziesięciu z nich zajmie się swoimi wiernymi naprawdę - i szacunek im za to!
Ja spróbuję przeżyć ten dzień tak, żeby żona i dzieciaki były uśmiechnięte. Pewnie wybierzemy się popływać, a potem na lody. A wieczorem może szklaneczka zimnego piwa :) Cieszyć się dniem! Bo przecież zdaję sobie sprawę, że jeśli Bóg jest kawalarzem, to niczego już nie można być pewnym ;)

Komentarzy: 0
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM