iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Sobota (robota) u Panterrry... ;)

Dzisiejszy wpis Panterrry nasunął mi pomysł na taką oto rymowankę:

 

Baran, co dumnie strzegł swojej cnoty
Usłyszał był raz Panterrry mruk:
- Miałabym troszkę mokrej roboty...
Najprostsza jest to ze wszystkich sztuk...

Zbaraniał Baran! Tępo spoziera...
Myśli: - Czy jawa to jest, czy sen?
Zawsze chciał troszkę być bohaterem,
Lecz, prawdę mówiąc, rozum nie ten..

Panterrra dalej go słodko kusi:
- Wiesz, mój Baranie.. Jakby tu rzec..?
Mój Gepardieu wyjechać musi..
Ja zaś... chcę w domu płeć męską mieć!

Baran wywalił gały baranie!
Prawą na lewo! Lewą na prawo!
Gdyby siadł wtedy przy fortepianie
Sam Jot Palikot biłby mu brawo!!!

No fortiepiana niet.. I trójkąta..
Baran nadstawia więc dalej ucha.
Trochę się wprawdzie w rogi zaplątał,
Lecz - mołodiec! - nie traci ducha!

Panterrra pręży kocie swe ciało,
Lekko przechadza się tu i tam..
- Nie żądam dużo.. Nie żądam mało..
Ale, Baranku, przyjść musisz sam..

Swych kumpli zgrai nie bierz ze sobą!
Nie bierz Jelenia i nie bierz Misia!
Nie są dla ciebie oni ozdobą..
Nie będą też ci potrzebni dzisiaj ;)

Baran jak cegła jest już czerwony!
Jak truskawkowy w słoiku Dżem!
Rozanielony... Rozkojarzony...
I sam dla siebie jest już nie ten!

Aż nadszedł ów ten wieczór sobotni
I stanął Baran u damy drzwi
I ding-dong zrobił (nadzwyczaj godnie)
I czekał minut trzydzieści trzy...

- Cóż też, ofermo, tobie się śni??!
W trzydziestej czwartej rzekł Baran: - STOP!
Wtedy... cichutko skrzypnęły drzwi
I zamruczało: - A gdzie twój mop..?

Eeeee... Słucham??... Mopa nie mam właściwie..
Po cóż w ogóle mop być tu miałby??
Patrzy Panterrra nań litościwie:
Ech, ty Baranie.. Bez mopa chciałbyś

Wykonać u mnie mokrą robotę?
Dała wiaderko mu i fartuszek
I spędził Baran wolną sobotę
Jako Baranek-Wolontariuszek...

Ale - słuchajcież końca tej fraszki!
Sprzątanie wreszcie przecież skończone!
Panterrra... zrzuca swe fatałaszki...
I w kielich wino leje czerwone...

Zabeczał Baran z wszystkich swych sił!
Lecz nagle patrzy - niedziela dnieje...
I oto pojął, że tylko śnił..
I jak zbaraniał, tak baranieje...

 

Obrazek z kartki.onet.pl :)

Komentarzy: 2
PREZYDENCIE - RATUJ!!!!!!

Ja, marny i nikczemny pyłek, który uważam w swej małości Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego za prezydenta wtórnie nieszczęsnego, a Jego Brata za pierwotne nieszczęście w formie czystej - oto ja zanoszę Doń swe błaganie:

PREZYDENCIE RATUJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Albowiem Rząd Oferm, jakim okazał się gabinet Donalda Tuska (niestety, przyznaję z żalem, choć chłopa lubię...) chce mi ukraść moje, ciężko wyłudzone od NFZ i od pacjentów, pieniądze! Te, które trzymam w OFE. Nie dość, że chce mnie okraść - to jeszcze liczy na to, że zwrócą mi kasę dzieci i wnuki moje.. A może dzieci i wnuki wasze?..

Oczywiście - wiem, że jestem okradany codziennie i to na większe kwoty, ale rzadko kiedy tak bezczelnie, jak planuje to Rząd Oferm!

Narodowo-socjalistyczny Rząd Nawiedzonych Gamoni pod dowództwem Jarosława Kaczyńskiego okradając mnie, dawał chociaż poczucie Potęgi Rzeczpospolitej, dzielnie opierającej się a to nawale germańskiej, a to ruskiej, albo mongolskiej. A Rząd Oferm - nic..

Dlatego: jak w tytule.

 

Komentarzy: 1
Non cogito, ergo...

Miejsce akcji: XIII Liceum Ogólnokształcące w Szczecinie. Okrzyknięte po raz kolejny "najlepszym" w Polsce.

Czas akcji: 3 XI 2009 r. Próbna matura z matematyki.

Udział bierze: Anonimowa Uczennica Klasy Maturalnej (AUKM). Głos lekko matowy, bez wątpliwości znamionujący dojrzałość biologiczną, a może nawet i nieprzeciętną urodę...

Reporter radia TOK FM pyta AUKM, czy próbna matura z matematyki była dla niej problemem?

- Raczej tak, bo myślenie jest dla mnie... trudne...

 

 

Komentarzy: 4
Dlaczego laryngolodzy nie powinni mieć władzy?

Raz pewien człek z Barbarossa
spoglądać począł z ukosa..
Laryngologiem on był
i szukał z wszystkich swych sił:
Ach, komuż by utrzeć tu nosa???

 

Zdjęcie z internetu, jakaś reklamówka leku na katar...

Komentarzy: 1
Ciasto

Posadziła mnie na fotelu, a sama usiadła na dywanie, przede mną. Gawędziliśmy o tym i o owym. Ola biegała wokoło: Patrz, jakie robię gzygzaki!

- Gzygzaki?? To coś o wiele poważniejszego, niż zygzaki, prawda?

Ola biegała bez przerwy.

- Trochę kaszle, a za trzy tygodnie ma operację. Chciałbym, żeby pan sprawdził, czy to nie jest coś poważnego.

Ola przebiegła między nami (nie wiem, czy dokładnie w tej chwili, ale jakie to ma znaczenie?). W domu pachniało świeżym, drożdżowym ciastem.

Kiedy udało się zatrzymać Olę, okazało, się, że nic jej nie dolega. Ot, zwykły nieżyt sezonowy.

- Proszę, to kawałek dla pana. Jeszcze gorące..

 

 

Oto, czym jest pediatria!

A w samochodzie ten genialny Brassens...

Komentarzy: 4
Zielony groszek

Powiadam ci. Świt bywa czasem, jakby kto odgarniał grudy ziemi. Buro-szarej, gęstej ziemi. Z każdym ruchem głowy chrobot szpadla. Noc odchodzi szybciej lub wolniej, ale zawsze tak samo nieubłaganie. Zresztą pomyśl! Jakie snopy iskier sypałyby się spod hamulców machiny, zbudowanej, aby zatrzymać tego wielkiego, niebieskiego bąka! Nie ma takiej machiny.
    Zatem ziemia zostanie odjęta, a ty – tkwić będziesz i patrzeć i słuchać i czuć blask, najpierw biało-szary, potem kości słoniowej, poprzez beże z lekkimi odcieniami fioletu, aż do tego złotego, niebieskiego, pachnącego koloru poranka. Teraz szpadel o drewno. Drgną zasuwy. Podniesie się wtedy także trochę kurzu, pyłu tak delikatnego, że już nie opadnie. On da ciało promieniom i będzie w nich igrać, to gubiąc się, to znów odnajdując, srebrzysty.
    Powiadam ci. Ten bukiet niezapominajek, który znajdziesz na wierzchu brązowego niegdyś wieka, położyła Ona. Ona to zrobiła, chociaż nie zasłużyłeś. To były niebieskie kwiaty, drobne i delikatne, a teraz są szare, jak jej oczy. Czy taki miała plan? Taki zamiar? Zapytasz ją.
    A teraz ogarnij się. Spójrz! Jak ty wyglądasz... Garnitur był czarny, jest jedną wielką pleśnią. Delikatnie, bo kruchy. Nie grzeszyłeś delikatnością, prawda? Staraj się więc.
    Czas na serce. Ruszaj, leniu. Krew może masz i czerwoną, ale na razie nie warto tego sprawdzać. Jedyne co trzeba, to szczelność tych wszystkich połączeń, od dawna już nie konserwowanych. Ruszaj! Musisz jej szukać! Nie wiem, gdzie jest. Minęło dużo czasu.
    To zielone – to trawa. Wiem, wiem – korzenie są żółtawe, przemykają się pomiędzy nimi dżdżownice. Glizdy! Bure i ceglaste, błyszczące. Zwinne, choć ślepe. Dla nich nie ma znaczenia, że trawa jest zielona, ale dla ciebie powinno to mieć znaczenie. Także i  liście drzew są zielone.
    Ona lubiła chrupać zielony groszek, to zieleń o innym trochę odcieniu, można by rzec – groszkowym. Szukaj więc groszku, może trafisz na jej ślad.
    Powiadam ci. Musisz jej szukać! Ostatnio miała brązowe włosy. Narzekała żartobliwie, że ma już za dużo siwych, a ty uwielbiałeś patrzeć na jej odbicie w lustrze. Wiele kobiet ma brązowe włosy, ale przecież pamiętasz ich sprężystość, ich zapach. Rozglądaj się zatem dokoła z uwagą. Dotykaj. Brązowe włosy i szare oczy.
    Musisz ją znaleźć, skoro już wstałeś. Drugiego zmartwychwstania nie będzie.

Komentarzy: 2
Herz leichenfaustgross, czyli pożytki z dra Tulpa.

Na Dolny Śląsk wybrałem się dopiero, kiedy podjąłem decyzję o studiach we Wrocławiu. Znajomi trochę pukali się w głowę - oj, głupi.. Ma pod nosem Katowice i Kraków, a pcha się na trzeciorzędną uczelnię.

Prawda, nie wiedziałem zbyt wiele o poziomie wrocławskiej Akademii. Słyszałem tylko nieco o legendarnych profesorach lwowskich (już wówczas wymierających bezpotomnie), a także o tym, że jesień we Wrocławiu jest piękna. Ale gdzież nie jest?

Tak naprawdę ciągnęła mnie inność tamtych stron, ciekawość innych krajobrazów. Byłem zaprzysięgłym górskim łazikiem, zatem - także Sudety, które zapowiadały się tak odmiennie od swojskich Karpat.

Pierwszą oznaką tej inności była woń powietrza. Powietrze na Dolnym Śląsku pachnie wyraźnie inaczej, niż w Małopolsce. Jest w nim jakby odrobina nuty korzennej. Pomimo tylu lat tutaj spędzonych wciąż rozróżniam te zapachy.

Drugą oznaką inności były epitafia. Bodaj na murze cmentarza na Pęksowym Brzyzku napisane jest "Ojczyzna to ziemia i groby". I rzeczywiście - tutaj poczułem wyraźnie, że kraina ta, zupełnie niedawno ojczyzna innych ludzi, staje się powoli ojczyzną ludzi teraz ją zamieszkujących. A TAMTYCH już nie ma, choć leżą w TEJ ziemi.

Epitafia w języku niemieckim, pisane trudną literą, często skute, zatarte, pokryte murarską zaprawą. W magicznym, zabobonnym rytuale, który miał na celu uniemożliwienie powrotu na tę ziemię nawet duchów tego znienawidzonego narodu. Byli wprawdzie i tacy, którzy starali się ratować materialne ślady przeszłości i było ich niemało. Wysiłki te podejmowane były wtedy jakby na przekór powszechnemu ludowemu odczuciu.

Epitafium oznacza - mowa pogrzebowa. Krótki przekaz, skierowany do żyjących, dla tych którzy znajdą chwilę, by się zadumać nad ulotnością życia. Jednak większość grobów świata już nie istnieje, a niektórzy - nigdy ich nie mieli. Zapisy o zmarłych, o ile w ogóle jeszcze istnieją, rozproszone są wśród licznych ksiąg i trzeba trafu lub świadomego poszukiwania, by je odnaleźć.

Oto przed mną epitafium szczególne. Ma kształt księgi i nosi tytuł: "Pathologisches Institut der Universitat Breslau. Sektions-Protokolle 2.4.1935 - 31.10.1935". Poczytajmy zatem:

Herbert Rissmann, syn rolnika, 15 lat. Chłopiec był jak na swój wiek - bardzo asteniczny. Usunięto mu migdałki podniebienne (z powodu przewlekłego ropnego zapalenia), po operacji rozwinęła się sepsa. Zmarł wskutek rozległego zapalenia otrzewnej. Herz deutlich grosser als die Leichenfaust.

Robert Kraft, kamieniarz, 60 lat. Cierpiał z powodu raka odbytnicy, był operowany. Zabiło go ropne zapalenie nerek. Herz der Leiche faustgross.

Marta Hofrichter, niewiasta zamężna, 25 lat. Zmarła na gruźlicę płuc. Nie odnotowano, czy była ładną kobietą. Zapewne kaszlała dzień i noc, słabnąc coraz bardziej. Herz ist leichenfaustgross.

Anneliese Zeidler, 21 lat. 1,70 m. Zwłoki kobiety w dobrym stanie odżywienia. Kolor skóry ziemisto-szary z wyraźnym odcieniem żółtym. Das Herz ist von der Grosse der Leichenfaust.

Franz Goldner, 42 lata. Potężnie rozwinięta muskulatura. Przyczyna śmierci: obrażenia głowy wskutek wypadku. Zbadano jedynie jamę czaszki, die ubrige Sektion war verboten.

Franz Wrobel, nauczyciel, 51 lat. Guz kąta mostowo-móżdżkowego. Zaczęło się zapewne zawrotami, trudnościami w chodzeniu, potem pojawiły się bóle głowy. Das Gehirn wurde in Formalin fixiert.
"Szanowna Pani Wrobel!
W odpowiedzi na Pani pismo z dnia 30.10.1935 r. informujemy, że tutejszemu Insytutowi nie jest wiadomym, by w jamie ustnej Pani zmarłego męża znajdowało się lub nie uzębienie. Z pewnością nie zostało ono tutaj wyjęte. Heil Hitler!"

 

Komentarzy: 2
"Wysokospecjalistyczna porada lekarska"

Dzisiejszy poranek w pracy upłynął nam w dużej mierze na pocieszaniu koleżanki. Oto, co było przyczyną jej smutku.

Koleżanka jest kobietą z rodzaju tych, o których mówi się: dziewczyna prosta, ale uczciwa, dobra i pracowita. Ogólnie lubiana, choć czasem bywa obiektem lekko złośliwych dowcipów, gdyż uwielbia seriale.

Ma dużą nadwagę, a mówiąc szczerze - jest otyła. Uwielbia ptasie mleczko... A ponieważ weszła w wiek postbalzakowski, zaczęła chorować z powodu żylaków. Kiedy ból stał się nieznośny, postanowiła udać się do lekarza.

Nasz szef polecił jej wybitnego chirurga naczyniowego, który ponoć znany jest z tego, że operuje nowocześnie, to znaczy - oszczędnie. A koleżanka chciała wrócić szybko do pracy. Wzięła więc w rękę portfel (bo nie jest lekarzem) i udała się do prywatnego gabinetu owego koryfeusza. Wróciła załamana.

Pan doktor (niech mu kluska śląska w gardle stanie!) zainkasował solidne honorarium, zbadał pacjentkę, a następnie oświadczył jej, że warunkiem leczenia jest, by schudła 30 kg w 3 miesiące (sic!).

Każdy, kto się odchudzał, wie co to znaczy. Mordercza dieta, której nie wolno stosować bez nadzoru lekarskiego i dietetycznego. Specjalnie dobrany zestaw ćwiczeń. Całkowita rewolucja stylu życia i to kiedy?? - w miesiącach zimowych!

Po prostu pan doktor spławił pacjentkę. Tak się dobiera pacjentów, by mieć dobre wyniki leczenia! Operować szczupłe nóżki wysportowanych pań, chcących poprawić ich wygląd, najczęściej za kasę swoich bogatych "partnerów" (w tym mężów) - cóż łatwiejszego...

A koleżanka? Cóż.. z rozpaczy nażarła się ptasiego mleczka...

Komentarzy: 8
O modzie szkolnej słów kilka ;)

Jako, że jestem słomianym wdowcem, dzisiaj rano przyjrzałem się baczniej swej jedenastoletniej córze, wybierającej się do szkoły.

Uwagę moją zwróciły rękawiczki. Bez palców, długie do łokcia. Zapytałem: a cóż to za rękawiczki? Ach, takie tam.. Skajterki...
- Ziomalskie - burknął zgryźliwie syn, przechodząc.
- Jesteś pewna, że to odpowiednie rękawiczki do szkoły? drążyłem temat.
- Eeee, wiesz, tak się dziewczyny teraz ubierają..
- Wszystkie?
- No, nie, pewnie, że nie.
- Moda?
- Yhm.

Pomyślałem chwilę. Nie bardzo podobała mi się ta  moda. Nie do szkoły. Jak to jednak powiedzieć?? Wszak nastolatka to stworzenie baaardzo delikatne...

- Byłaś na wycieczce w górach?
- Yhm.
- Jak szybko szliście? Jak dobieraliście tempo?
- Normalnie.
- ??? Jak to normalnie? A może było tak, że tempo dobieraliście do najsłabszych?
- No, tak.

Poczułem grunt pod stopami!

- Widzisz, w szkole jest podobnie. Do szkoły muszą chodzić wszyscy. Muszą. Także i ci, których nie stać na ekstrawagancje w modzie.

Tak powiedziałem. Ekstrawagancje.

- Moda szkolna musi uwzględniać możliwości tych najsłabszych. Wszyscy chcą się ubrać modnie, prawda? I nikt nie chce czuć się gorszym, prawda?
- Prawda.

Marysia zdjęła rękawiczki-skajterki. Myślę, że nie miała do mnie o to żalu, prawda?

Komentarzy: 6
Miechów

Jechałem wczoraj przez Polskę. Od Kielc, aż na Dolny Śląsk. Niby nie bardzo daleko, ale i nie blisko. Pogoda była taka sobie - niebo pochmurne, od czasu do czasu deszcz.

Jechałem sam, ponieważ zawiozłem moją Owieczkę do wód. Będzie miała dwa tygodnie błogiego urlopu od domowych krzątanin, od pracy i tych samych krajobrazów. Słuchałem radia, na długiej trasie oczywiście Trójki, bo moje ulubione TOK to tylko dla mnie, prowincjusza, przez internet. Ale Trójeczka też przednie radyjko :)

Dowiedziałem się na przykład, że dzisiaj wieczorem będzie koncert piosenek Brassensa. Brassens! Myślę, że jego teksty, w tłumaczeniu Zespołu Reprezentacyjnego, słuchanego w dusznych pomieszczeniach klubu studenckiego we wrocławskim akademiku Bliźniak - jakoś wpłynęły na ukształtowanie mojej osobowości. Trochę sarkazmu, dużo ciepłego spojrzenia i humor. A reszta "robi się" sama :)

Dowiedziałem się też, że warto będzie nabyć nowe płyty Pustek i Heya. I że w ogóle jest teraz tak dużo dobrej polskiej muzyki!

Jechałem przez pola Kielecczyzny, Jurę, a potem przez rozległe lasy pod Lublińcem, do Toszka. Zatrzymałem się w okolicach Kroczyc, by zrobić dłuższy postój. Las był wilgotny i pachnący tą jedyną wonią wilgotnego igliwia, grzybów i ziemi. Mgła otulała go ciszą. Przychodziła mi do głowy myśl najprostsza z prostych - jak pięknie! Gdyby wtedy na chwilę zaświeciło słońce, byłoby zapewne niewiarygodnie pięknie..

Ta myśl-zachwyt jest tak samo intensywna od lat. Jest bodaj najbardziej stałym składnikiem wspomnień.

Nie śpieszyłem się. Jechałem tak, aby nie utracić żadnego widoku. Taśma z zapisem tego, co widziałem, leży gdzieś na swojej półeczce w mojej głowie.

A w drodze "tam" zajechaliśmy, sentymentalnie, do miasteczka Miechów, w którym 14 lat temu urodził się nasz syn. Miasteczko, jak wiele innych - ma jednak bazylikę z jedną z najciekawszych (jak myślę) wież kościelnych. Na wieńczącej ją kuli, symbolizującej świat, stoi wielka figura Jezusa Zmartwychwstałego. Popatrzcie, a jeśli będziecie w pobliżu, koniecznie odwiedźcie Miechów :)

 

Zdjęcie pochodzi z www.polskaniezwykla.pl

Komentarzy: 5
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM