iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Dla wszystkich, którym smutno i dla Ciebie.

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
 

                                                       Czesław Miłosz

Komentarzy: 4
Myślenie ze zrozumieniem, czyli koń by się uśmiał...

Szkoła powinna kształtować osobowość, prawda?

No, powiedzcie, że tak...

W tym trudnym procesie szkoła wykorzystuje różnorodne środki, w tym - maksymy, wrzucane tu i ówdzie przed oczęta młodzieży szkolnej.

Do maksym takich należą, między innymi: co lata, to i spadnie. Albo: lepszy smrodek, niźli chłodek. Lub też: kto skrótami wędruje, w domu nie nocuje. Bywają też maksymy obcojęzyczne.

Ostatnio przyuważyłem taką właśnie sentencję, umieszczoną na zeszycie szkolnym. Oto ona: free as a horse.

W wolnym tłumaczeniu znaczy zapewne wolny jak koń, co jest dość ryzykownym, bo jak wiadomo konie są raczej szybkie. Ale dobrze, nie o to mi tu chodzi. Popatrzmy na obrazek:

 

Twarz zwierzęcia, pociągła, a przez to - jakby końska, wyraża radość wolności. Swobodę jego natury podkreśla dynamizm ujęcia i rozprzestrzeniona za koniem czerń kosmosu. Lewe oko konia rozmigotane jest milionem niewidzialnych swawolnych iskierek, które dostrzeże zaprawdę jedynie ten, kto patrzy oczyma duszy.. Oka prawego nie widzimy, z tego zapewne powodu, że Prawica na ogół nie lubi wolności, preferując liberalizm. Pewnym wyzwaniem interpretacyjnym jawi się uzda, ale pomknijmy śmiało i uświadommy sobie, że przecież miast uprzęży mógł ten wspaniały rumak mieć założony na łeb stary ponton lub spadochron z czasów Wojny Ojczyźnianej.. A nie ma! Przez to delikatna, ledwie zaznaczona linia uprzęży wskazuje nam, że prawdziwa wolność rozkwita najpełniej w subtelnej antytezie niewoli. Uzda, niby kolec w pięknej Róży, tak ukochanym przez nasze Panie kwiecie..  Uzda wolności :)))

Komentarzy: 9
Czytanie z Księgi Liczb Lewackich

1. Rzekł Pan: Durniu! Pomnij, że - gdy ty napychasz bez miary kołdun swój - ludzie cierpią głód! A liczba ich tysiąc tysięcy tysięcy. I odpowiedziało Panu jeno mlaskanie...

2. Rzekł Pan: Durniu! Pomnij, że - gdy ty pobierasz za swą nikomu niepotrzebną, żałosną robocinę tysiąc dolarów - ludzie muszą przeżyć za dolarów pięć tuzinów! A liczba ich trzy razy tysiąc tysięcy tysięcy. I odpowiedział Panu jeno JK-M...

3. Rzekł Pan: Durniu! Pomnij, że - gdy ty stolec twój, a inne nieczystości twoje topisz w wodzie pitnej! - ludzie nie mają do takiej wody dostępu! A liczba ich tysiąc tysięcy tysięcy i trzy razy tysiąc tysięcy. I usłyszał Pan jeno poszum kompaktów ceramicznych...

4. I zapytał Pan: Durniu? Dlaczego jeszcze głupkowato uśmiechasz się?? Czy wstydu nie masz już wcale??? I odpowiedziało Mu jeno milczenie...

5. I tak oto zobaczył Pan, że gadanie Jego - jak grochem o ścianę Rzucanie. Jakby skały nieczułej Błaganie. Niby Pierdnięcie wśród burzy.

Komentarzy: 4
Słoń na pysznym spodzie!

Witajcie :)))

Najpierw powiem, co powiedzieć należy - głosem zdecydowanym, nie dopuszczającym sprzeciwu, twardym i męskim: jeśli kto doświadczy plaż nadbałtyckich, okolonych lasem sosnowym, rozszumianych falami - ten niech wymaże ze swej świadomości wszelkie te mdłe erzace w rodzaju kurortów egipskich, tunezyjskich tudzież tureckich. Precz z nimi!

O sardyńskich i hawajskich nie wypowiadam się ;)

Cóż... Nad morze pojechać po prostu trzeba! Bez morza urlop niepełny jakiś, jakby noc poślubna przegadana o filozofii Bergsona, no - niechby i Freuda nawet, ale bez tego, co noc poślubną stanowi :)

Nie będę zbyt  dużo gadał, zwłaszcza, że śpieszy mi się do poczytania Waszych wpisów, które umknęły mi przecież! Ale mam nockę, by nadrobić zaległości.. Powiem Wam tylko, komu i czemu i jak przyglądałem się na plaży.

Mam od lat kilku ulubione typy, fascynujące mnie nieodmiennie.

Najpierw biegacze nabrzeżni. Biegacze linii brzegowej, niestrudzenie plaskający po piasku w imię szczytnej idei hartowania ciało-ducha. Od kilku lat zmieniają się oni: wcześniej przeważnie brzuchacze i tłustoboki, sapiącym kłusem pokonujący drogę tam, z powrotem zaś ciągnący nogę za nogą; dziś w większości ludzie, po których znać już niejaką wprawę biegaczą. Sylwety ich zwarte, głowy nie zwisają już ciężko między ramionami, wzrok mierzy w horyzont. A bywa i nawet, że bieg ich już nie piętowo-platfusowy, lecz śródstopno-palcowy bywa, niby u biegaczy z greckich amfor! Tylko patrzeć, kiedy wreszcie bez zbędnych pantalonów, ale w mięsistą nagość zdobni przemierzać będą plaże, odprowadzani westchnieniami pań i gejów.

Drugi typ to astenik. Coraz ich mniej, niestety. Literat albo inżynier wysokich napięć, może być też fizyk jądrowy. Niemiłosiernie chude stworzenia męskie, na niewyobrażalnie wręcz cienkich i zawsze, zawsze! koślawych nogach, z niewiarygodną energią taszczące wszelkie armorium plażowe w majciochach tak luźnych, że genitalia trzymają się w nich tylko mocą umowy społecznej! Szczególnie delektuję się u nich zarysami łuków żebrowych, malowniczo rozfalowanych niedoborem witaminy D3. Ale, jako się rzekło, zanikają oni naturalną koleją rzeczy, wskutek poprawy sytuacji żywieniowej narodu.

Wreszcie typ trzeci, czyli byczek-karczek. Na plaży, gdzie zalegałem wraz z familią, nie było ich wielu, bowiem miejsce odległe było od centrów kulturalnych (do których, jak wiadomo, byczki-karczki zlatują się jak ćmy..). Tak naprawdę obserwowałem osobnika pojedynczego. Był godny! Nie mniej, niż 190 cm wzrostu, głowa łysa i lśniąca, bary niby lipa czarnoleska, biodra - jako pyza śląska, a pęciny nie grubsze, niż u wróbelka. Pyszne węzły mięśni, rzeźbione światłem słonecznym, ślizgającym się po natłuszczonej skórze. Stał, odwracając się do słońca to przodem, to znów tyłem. Stał tak kilkadziesiąt minut! Potem kładł się na chwilę u boku swej pani, po czym znowu wstawał i oddawał się pieszczotom słonecznych promieni... Piękny był!

Ja zaś, wypluskawszy się w falach, przysypiałem w migotliwym upale. I nie byłbym sobą, gdybym w półsennym majaczeniu nie dojrzał dwóch przecudnych krągłości, lekko wypiętych ku niebu, gładkich i delikatnie tylko przysłoniętych - ot, tyle ledwie, by zmysły pobudzić.. Przysypiałem zatem, nie wiedząc, do kogo należą owe wzniosłości, czy moja to gołąbeczka, czy też nie moja.. niewiedza ta jednak nie była przeszkodą i wyobraźnia, coraz bardziej oddając się przyjemności snu, wędrowała po owych cycuszkach to tu, to tam, to znów - dokoła.. I było to bardzo miłe...

- Słoń na pysznym spodzie!!! -  wyrwał mnie z Raju głos mojej córeczki. Rozdziawiłem gębę, niby wielki pytajnik i - zanim cokolwiek zrozumiałem - słoń wjechał prosto w tę otwartą gębę ;) Po prostu nie zauważyłem, że oto tymczasem Marysia zbudowała swoją plażową kuchnię i przyrządziła dla mnie słonia na pysznym spodzie :)))

A teraz nalewam sobie szklaneczkę wina i zabieram się za lekturę Waszych blogów :)))

 

Komentarzy: 2
Nowa Wieś koło Wschowy

I znowu wyruszam na urlop rodzinny :) Urlop tak zasłużony, że aż trudno mi w to uwierzyć! Wybieramy się nad nasze kochane morze. Polskie morze!

Będziemy doświadczać:

1. krioterapii naturalnej
2. masażu skóry owłosionej głowy, targanej porywami Boreasza
3. nawilżania aerozolem solanki morskiej zmieszanej z ciężkimi pochodnymi ropy naftowej
4. szczepienia Salmonellą, zawartą w wielokrotnie rozmrażanych i odmrażanych lodach
5. reedukacji muzykologicznej za sprawą łagodnych dźwięków, dobywających się z gustownie urządzonych, choć nieco już leciwych aut marki BMW
6. prostej prawdy, że gdy się idzie - trzeba patrzeć pod nogi, bo inaczej wdepnie się w g...
7. wyższości ducha nad materią ;)

Bardzo lubię polskie morze. Serio!

Ale jeszcze bardziej podoba mi się, że po drodze zajedziemy do Nowej Wsi koło Wschowy. W małej tej miejscowości znajduje się mały browar o wdzięcznej nazwie EDI. Browar warzy piwo lokalne, którego smaku bardzo warto spróbować. Są tam piwa rozmaite.

Piwa DZIEWCZYŃSKIE:

 


 

i piwa CHŁOPACKIE, jasne i ciemne, z których ja lubię najbardziej to piwo:

 

 

A poza tym... Piwo nalewa tam dziewczyna, przy której ta pani:

 


 

wygląda tak, jak ten pan:

 

przy mnie....

 

Do miłego spotkania po urlopie! Cześć! :)))

Wasz Antonio.

Komentarzy: 4
Ręka, noga, mózg na... jezdni.

Willow postawiła pytanie, czy skutecznym sposobem oddziaływania na niektórych sprawców wypadku drogowego byłoby pokazanie im zdjęcia zwłok lub szczątków ofiar tego wypadku. Pytanie to wpisuje się także w tendencję, jaka chyba widoczna jest w kampaniach informacyjnych, mających uświadamiać zagrożenia związane z ruchem drogowym, a która przejawia się w narastającej drastyczności tych kampanii.

Rozumiem, że problem dotyczy sprawców, którzy spowodowali wypadek w wyniku własnej winy - nie przestrzegali przepisów, nie zachowali ostrożności itp.

Zanim przedstawię swój pogląd na ten temat, chciałbym podzielić się moim odczuciem nie z sali sekcyjnej, lecz - z sali sądowej. Kiedy zaczynałem, jako biegły, uczestniczyć w procesach sądziłem, że sprawca, którego wina jest oczywista, będzie okazywał skruchę. Jakże się myliłem! Sprawca taki najczęściej nie tylko nie okazuje skruchy, ale nawet pozwala sobie na ataki, mające wykazać, że ofiara tak naprawdę zasłużyła na swój los (dotyczy to zwłaszcza wypadków, w których giną piesi i rowerzyści). Jaki jest mechanizm tego zjawiska, jaki udział w nim ma adwokat sprawcy - nie wiem, może ktoś pokusi się o odpowiedź.

Jeśli zaś chodzi o pomysł Willow, to mam następujące obawy i niepewności w tej sprawie:

1. dla przeciętnego człowieka widok zwłok, zwłaszcza zmasakrowanych lub rozkawałkowanych, jest wrażeniem z pewnością szokującym, ale czy jego psychika może to doznanie "przetworzyć" w refleksję i tendencję do racjonalnego postępowania w przyszłości? Zapewne czasem tak, ale myślę, że u zdecydowanej większości nastąpiłoby wyparcie tego wrażenia  gdzieś w głęboką podświadomość, jako zbyt przekraczającego możliwości "przetwórcze" psychiki.

2. jeśli chodzi o oddziaływanie prewencyjne, to jest - wobec tych, którym udało się jeszcze nie spowodować wypadku? Hm, po sobie sądzę, że byłoby ono w najlepszym razie niewielkie. Po prostu jadąc i przekraczając przepisy - nie myślę o tym. Raczej obawiam się mandatu. Ale może mi ta makabra spowszedniała po prostu?

3. wreszcie wątpliwość zasadnicza: czy wprowadzenie w obieg, mniej lub bardziej publiczny, obrazu zwłok, zwłaszcza zmasakrowanych nie będzie kolejnym naruszeniem tabu śmierci? Czy nie będzie kolejnym naruszeniem szacunku, należnego zwłokom?

Komentarzy: 6
Patologiczny poniedziałek

Zaczął się nowy tydzień. Weekend dostarczył nam, patologom, dużo "materiału badawczego", co - oprócz satysfakcji zawodowej (niewątpliwie, niewątpliwie...) - przyniesie także nieco grosza. A musicie pamiętać, że dziennikarze zwykle zawiadamiają ludzkość o tylko części zdarzeń tragicznych. Jeśli chodzi o mnie, uważam, że tych wiadomości nie powinno być w ogólnych serwisach, bo jaki pożytek z ich publikowania? Na pewno nie skłaniają kierowców do bardziej racjonalnych zachowań. Ale nie będę się upierał, może to i ma jakiś sens.

Tak więc za chwilę wybiorę się na mój ponury objazd. Czeka na mnie co najmniej pięcioro, którym się w ostatnich dniach nie udało, z winy własnej lub cudzej. Nieodmiennie przypomina mi się scena z Monthy Pythona: "wynoście swoich umarłych!"

No, to wynoście :)

Komentarzy: 4
Myśli nadwodne, myśli podwodne.

Popołudnie spędziliśmy nad jeziorem. Wybrałem się z córką i jej koleżanką, a także z zaległą lekturą, zaś w niej - bardzo ciekawą i bardzo też piękną opowieścią o zupełnie mi dotąd nieznanej poezji Bartosza Konstrata. Posłuchajcie fragmentu tej opowieści, której autorem jest Paweł Próchniak (wytłuszczenia moje):

"Wiersze wypełniają obrazy zatrzymane w pamięci, zakarbowane, zacięte jak "zatrzymany w pamięci film", nieruchome, uwięzione nad krawędzią jakichś niejasnych potoków zdarzeń, zawieszone nad tyglem dziwnych fermentacji. To obrazy pełne możliwości. Nabrzmiałe od niepokoju przypływów i odpływów, które - gdy tylko odwrócimy oczy - podejmą swą niestrudzoną pracę."

A oto fragment wiersza Bartosza Konstrata (przytaczam, nie znając jeszcze jego kontekstu, ale się poprawię i poznam):

zostaliśmy stworzeni dla jednego tańca,
który właśnie nas szarga, a więc nasze
matki i nasi ojcowie przekazali nam
w darze siłę naszych nóg, i dodali do
tego wilgotność języka i dodali do tego
owłosione pachy.

Była tam także rozmowa z Anną Bolecką, osnuta wokół jej ostatniej powieści "Uwiedzeni":

"Nadal zbyt chętnie ulegamy iluzjom. Coraz trudniej nam odróżnić prawdę od kłamstwa. A mnie się wydaje, że jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest umiejętność odróżniania rzeczywistości od iluzji"

Przeczytawszy, poszedłem pływać. Dziewczynki baraszkowały przy brzegu. Dla nich problem, o którym mówiła Anna Bolecka, jeszcze nie istniał, albo - jeśli był - łatwo umykał przed radością życia. Pływałem długo. Odwróciłem na chwilę wzrok, by życie przesunęło kolejną klatkę. Zanurzając się i wynurzając przeplatałem rzeczywistość iluzją? W tle pęcherzyki wydychanego powietrza bulgotały  swoją niestrudzoną mantrę.

Komentarzy: 0
Polecamy grilowane cukinie :)

Wieczór był spokojny i bardzo nastrojowy. W powietrzu czuję już jesień i światło staje się bardziej miękkie. Dla mnie już jest jesień, bo wróciła noc. Mam na myśli "prawdziwą" noc - noc astronomiczną. Kiedy tej nocy nie ma, czyli już od maja, trwa moje lato. Wtedy wieczór płynnie przechodzi w świt i w taką niby-noc miło jest kochać się na leśnej polanie :)

Zapewne znacie smak grilowanych cukini, ale my odkryliśmy go dopiero niedawno. Przyprawiamy je pikantnie i podajemy z także grilowanym oscypkiem. Cukinia jest soczysta i taka miękka, że nie trzeba jej gryźć, można rozgniatać językiem o podniebienie, o ile nie jest zbyt gorąca. Do tego piwo lub wino, no i naftowa lampa na stole w ogrodzie. Polecamy :)

Komentarzy: 0
Do czego zdolna jest kobieta?

Parking przy centrum handlowym. Wyjeżdżam z niego powoli, delektuję się prawie - ach, jak przepisowo, delikatnie. Silnik szemrze cichutko, klimatyzacja już schładza powietrze, muzyka nie jest natarczywa - sielanka..

Ale oto starszy pan z wózkiem sklepowym, stoi, chce przejść. Oczywiście, proszę bardzo! Zatrzymuję się, gestem zapraszam do przejścia. Starszy pan uśmiecha się również, gestem zaprasza, bym to ja pierwszy przejechał. Nie, nie - proszę bardzo, najpierw pieszy :) Ależ, dlaczego? - starszy pan odśmiechuje mi się wytrwale i pokazuje, że on ma czas...

NO DŁUGO TAK TU JESZCZE BĘDZIEMY STERCZEĆ????!!!!!      JEDŹŻE WRESZCIE OFERMO!!!!!!

Moja żona.. i nie było to skierowane do starszego pana.

Moja Żoneczka! Pani Serca Mego.. Kobieta Łagodna, Pogodna, O Obliczu Delikatnym Jak Zefir O Świcie. O Oczach Błękitnych I Zawsze Jakby Zamyślonych. O Ciele Tak Ponętnym, że...oj, to nie ten tekst, sorki! A więc: Dobry Duszek.. Ona.. Ona, która uważa mnie za świetnego kierowcę i jest dumna, gdy prawie zabijam całą rodzinę (a także kolumnę ufnych przedszkolaków, idących powitać wiosnę) - tylko dlatego, żeby ominąć myszkę przebiegającą jezdnię.. Ona.. TAK DO MNIE POWIEDZIAŁA????

Oto, do czego zdolna jest kobieta, gdy spóźni się na wyprzedaże...

Komentarzy: 6
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM