iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Księżyc, Jowisz i inspiracje :)

Najpierw, jeśli ktoś przeczyta ten wpis dzisiejszej nocy, polecam bardzo popatrzeć w niebo. Księżyc w pełni, a poniżej Księżyca, nieco w prawo - Jowisz. Księżyc zajdzie już po świcie, więc cała nocka czasu :)

A teraz - INSPIRACJE! 

Ekologiczna Willow + Zaangażowana Marietka + Kabaret Potem + mięta = taka oto pieśniczka:

Gdy wywieziesz już do lasu swój ostatni śmieć,
Kiedy wreszcie się przekonasz, że najlepiej mieć,
Kiedy wszystkie spuścisz ścieki i nie będzie czystej rzeki,

Wtedy...

Pisz testament! Po prostu pisz testament!
Bo już koniec twój jest bliski, jak w pacierzu amen :)
Czas użyźnić sobą glebę..
Nikt już tutaj nie chce ciebie..
Więc się dobrze spisz
I testament pisz!

Ale jeśli zbierzesz śmieci i posprzątasz,
Gdy pokochasz już roślinki i zwierzątka,
Kiedy szpetny materializm przepoczwarczysz w idealizm,

Wtedy...

Zgnieć testament! Po prostu zgnieć testament!
Popatrz, jakie cudne gwiazdy wysiał ci Bóg na firmament!
Też poradzi sobie gleba :)
Truchła twego jej nie trzeba!
Więc już nie bądź cieć
I testament zgnieć!

Komentarzy: 6
Wtedy nadeszła Rzeczywistość i kopnęła Cud w d...

Już się szykowałem do elaboratu o życiu, już zakładałem na głowę garnek blaszany, by chronił mój łeb barani i oto: patrz tytuł.

Nadbiegła sąsiadka, wołając, że sąsiad siny i chyba nie oddycha. Do sąsiada nie mam daleko, dwadzieścia dużych susów, potem jeszcze na poddasze. Leży na podłodze, siny, nie oddycha, w jamie ustnej i nosie płyn pienisty. Trup w drodze. Postępowanie typowe, ABC, resuscytacja. Płyn obrzękowy jest słodkawy i troszkę lepki. Żebra łamią się z głuchym gruchotem. Kobiety płaczą i biegają. Mija kilka minut, może dziesięć. Jest zespół W. Młoda lekarka zarządza czynnościami, ja też się przydam do masowania. Wszystko idzie naprawdę sprawnie. Tętno wraca i znowu zanika, tak kilka razy. Z jamy ustnej bucha krew i wymiociny, bo sąsiad miał wrzody. Komarów są całe chmary, wciągam je nosem, odkrztuszam i wypluwam ustami, masuję na zmianę z sanitariuszem. Lekarka jest uparta (dzielna dziewczyna), więc spędzamy tam 80 minut. Jest tętno. Do karetki. Chłop ma dobrze ponad sto kilo, a z poddasza schody wąskie i strome. Wołamy mężczyzn z sąsiedztwa, zresztą sterczą już pod domem od godziny. Już w karetce. Tętno znowu zanika, ale żona sąsiada nie traci nadziei. Odjechali. Sąsiad miał/ma 55 lat. Jutro dowiem się, co z nim.

Komentarzy: 14
Nie cudzoblóż.

Jestem neo-blożerem. Świeżynką. Blożę wiedząc, albo raczej czując, że poruszam się drogą przetartą, a nawet - wypolerowaną głowami i pupami tysięcy pre-blożerów, a ci z kolei podążali szlakami pra-blożerów, wypatrujących w mgłach przeszłości śladów Blożera-Założyciela.

Nieuniknione jest zatem poruszanie po raz n-ty tematów dawno już omówionych ze wszelkich możliwych punktów widzenia, także - tych mocno zaprawionych rumiankiem, miętą, cervezą i czym-tam-jeszcze. Zjawisko to nazywam tu roboczo ble-blożeniem.

Ble-blożę tedy radośnie w poczuciu bezkarności, lecz niezupełnej. Od czasu do czasu chcę bowiem napisać o czymś, o czym w sposób jawny i nie budzący wątpliwości napisał już kto inny i to całkiem niedawno. I to napisał mądrzej lub ładniej. I ja to wiem! Mówię sobie wtedy: ooops! Nie cudzoblóż.

No, bo co innego INSPIRACJA! Inspiracja jest miłością czystą, jest szlachetnym poruszeniem umysłu i serca, kiedy kamyczek przez kogoś lekko trącony wyzwala oto lawinę własnych przemyśleń i wzruszeń! Lawina leci z hukiem, głazy coraz to większe toczą się i podskakują, gotowe przywalić samego autora, jeśli nie uskoczy w porę :)))

Zatem INSPIRACJA - tak! CUDZOBLOŻENIE - nie! Ale czasem tak trudno to rozróżnić...

Komentarzy: 5
Moja mała nocna metafora :)

Zacznę górnolotnie, ale na szczęście nie ja to wymyśliłem ;)

Droga, podróż - to metafory życia. Ja lubię podróżować. Lubię zwłaszcza nocne podróże samochodem. Nocne radio jest jakby ciekawsze i mądrzejsze.. Właśnie dziś nad ranem wróciłem do domu. Dom był cichy, wszyscy spali, z wyjątkiem kota, który powitał mnie ogromnymi, ciemnymi oczami i mruczeniem.

Ta nocna podróż stała się moją małą, prywatną metaforą, a to z powodu księżyca, który towarzyszył mi przez pewien czas swoim blaskiem. Pędził ze mną, a ja przypomniałem sobie, jak dawno, dawno temu pytałem tatę: jak to się dzieje, że my jedziemy, a księżyc "stoi"? Nie pamiętam, niestety, odpowiedzi - być może była z gatunku "nie garb się!"

Tak więc księżyc był tej nocy trochę ze mną. Chował się czasem za chmurami, to znów za drzewami, aż wreszcie poszedł spać. Ale kiedy jeszcze był na niebie - spoglądałem na niego, a w polu mojego widzenia był także lewy słupek kabiny auta. Wtedy widok ten stał się moją małą metaforą.

Pomyślałem: oto życie! To, co trwa przy mnie, co powinno być stałe i pewne - to najbliższe: moja rodzina, dom, moje ciało. To jednak także i to, co pozornie najdalsze - ideały na firmamencie, ku którym podnoszę wzrok. Wszystko zaś, co pomiędzy, chociaż ważne ( mniej lub bardziej), piękne lub mniej piękne - te wszystkie chmury i drzewa - przemija.

Uuups... ;)

Komentarzy: 3
XY za kółkiem..

Przepisy drogowe z założenia mają racjonalizować ruch. Nie inaczej jest z przepisem, wskazującym kierowcy, by zatrzymał się przed przejściem dla pieszych i przepuścił tychże.

Jednak przepis ten, jak zresztą każdy, stosować trzeba "z głową", prawda? Dlatego, kiedy widzę pieszego przy przejściu, krótki rzut oka w lusterko wsteczne pozwala mi stwierdzić, że jedzie za mną co najmniej kilka aut - wtedy się zatrzymuję i przepuszczam pieszych - czy też nie jedzie za mną nikt - i wtedy spokojnie przejeżdżam. Bo hamowanie, potem ponowne rozpędzanie, emisja spalin itp. A zysk dla pieszego marne 2-3 sekundy.

Ale... Kiedy przy przejściu stoi posiadaczka nóg i bioder niecodziennej urody... wtedy - do diabła z ekologią! - hamuję z piskiem opon, choćbym był jedynym użytkownikiem drogi :))) ONA przechodzi, a ja patrzę, patrzę, patrzę...

Zupełnie nie wiem, dlaczego tak mam..? I jakby z roku na rok bardziej... Czy coś nie tak ze mną..?

Komentarzy: 8
Bogu niech będzie... chała..?

Zdarzenie miało miejsce we Wrocławiu, w kościele św. Wojciecha, około 1990 r. Ojciec Ludwik Wiśniewski, charyzmatyczny duszpasterz akademicki, celebrował Mszę św. niedzielną. Z chóru płynęły dźwięki organów. Nagle ojciec Ludwik przerwał swą modlitwę i głośno huknął na organistę:

- Jak ma się TAK grać, to lepiej nie grać wcale!

Organista umilkł i nie odezwał się już do końca Mszy.

No, właśnie. Chrześcijanie dobrzy! Czy można chwalić Boga byle jak? Kościół był od wieków mecenasem sztuki wysokiej. Bez mała wszystkie dzieła powstały na chwałę Pana lub co najmniej w bliskim związku z religią - na przykład w gorącym sporze z nią. Mam jednak wrażenie, że w naszych czasach rozpowszechniają się w sztuce ("sztuce") religijnej koszmarne jakieś kicze i chały.

Muzyka do śpiewania - pożal się Boże.. A przecież niegdyś kantaty Bacha służyły do śpiewania ludowi w świątyniach!

Architektura... Jedna rozpacz.. Bazylika w Licheniu. Setki kościołów mniejszych i większych, będących realizacjami "wizji" proboszczów i biskupów. Najlichszy gotycki kościółek jest perłą wśród tej mierzwy!

Wystrój świątyń.. Koszmarne obrazy świętych i błogosławionych, odczłowieczone i rozmemłane do granic. Te wszystkie styropianowe ozdóbki, żyrandole, ambony i fotele a la Ludwik Któryś-tam.. Kiczowate akcesoria.

Dlaczego? Gdzie są artyści? Gdzie jest, jeśli już nie gust - to wiedza o sztuce? Nawet osoba, która nie czuje smaków, może się nauczyć przecież, że śledzia z octu nie podaje się z kaszką na mleku..

Co się stało z Kościołem, tym wielkim mecenasem Sztuki? A może artyści są już w większości niewierzący? Jak sądzicie? A może ja w ogóle mylę się i jest zupełnie inaczej?

Komentarzy: 7
Dzwonki i ludzie

Od kiedy w pracy mojej żony nastała Nowa Dyrekcja (dalej ND) - wszystko zaczęło się psuć. Tak naprawdę - zaczęło się walić w gruzy. ND jest kobietą 50 i kilka wiosen liczącą, a rozrabia jak rozgrzana kotka na zimnym dachu... Ubiera się tak, jakby całym sobą wołała: Chłopa mi się chceeee!!! I nawet troszkę jej się udało, bo zainteresował się nią konserwator, a w zimie także palacz co - Józef (chyba..) Ale chleba z tej mąki nie będzie.

Zatem, jak powiedziałem, miejsce pracy małżonki rozpada się i wszystkie one (z wyjątkiem konserwatora Józefa same tam bowiem kobietki...) lamentują wniebogłosy oraz klną szpetnie pod nosami i wąsami (bo średnia wieku taka bardziej już stateczna, pomimo metrykalnych wysiłków mej lubej..)

A ND, dzieki swym intrygom ma już plecy i jest nie do ruszenia..

A wystarczyło przed namaszczeniem ND posłuchać, w jaki sposób przemawia do niej jej telefon komórkowy.. Telefon ND (przypominam: 50+), pobudzony drganiami elektromagnetycznymi zawodzi: "To nie ja byłam Ewąąąą, to nie ja skradłam nieboooo..." lub woła "Esemeees, esemees, masz esemesaaa!"

Wystarczyło posłuchać...

Czy, oceniając kwalifikacje osoby, mającej zostać ND, bierze się to w ogóle pod uwagę?!

A jak to jest u Was? Bo do mnie, na ten przykład, ciągle wydzwania Kazik i pyta: "Co u ciebie nowego? Tyle lat cię nie widziałem.."
 

Komentarzy: 5
Aga Zaryan kontra Ciemna Masa

Jutro rocznica Powstania Warszawskiego. Należę do tych osób, które uważają, że więcej przyniosło ono szkody niż pożytku, ale nie zamierzam mędrkować. Jutro skłonię głowę przed bohaterstwem tamtych ludzi. Nie będę dowcipkował i figlował. Będę rozmawiał z synem, obejrzę "Kanał", poczytam o tamtych dniach i wraz z bliskimi posłucham  Lao Che i Agi Zaryan - ich muzycznych zamyśleń nad Powstaniem.

Aga Zaryan. Zapewne znacie "Kalinowym mostem chodziłam", ale jeśli nie - to posłuchajcie.

Mam tylko małą prośbę: gdzieś tak około 4 minuty i 35 sekundy utworu zamknijcie oczy i nie otwierajcie ich do ostatnich taktów, a nawet jeszcze trochę dłużej. Jeśli ktoś będzie patrzeć do końca - trudno, sam sobie winien będzie..

A zatem - słuchajcie:

www.youtube.com/watch

Komentarzy: 4
Fryzjerka

Do fryzjera najczęściej zachodzę w Bolesławcu. Mieszkam wprawdzie dość daleko od tego miasta, ale bywam w nim wystarczająco często, by moja czupryna mogła być ogarnięta tuż przed osiagnięciem stadium, nazywanym przez bliskie mi osoby (nieco złośliwie..) "nju romentic".

Jest to przybytek typowo męski. Umiarkowanie niechlujny, wypełniony twardą muzyką i dymem papierosowym. Wpadają tu prawdziwi faceci, którzy golą swe głowy krótko i szybko. Mechanicy z pobliskich warsztatów samochodowych, o woni smaru i spalin. No i czasem też ja.

Ale dzisiaj nie pojechałem do Bolesławca i wybrałem się do fryzjera w moim mieście. Do fryzjerki.

Upał sprawił, że byłem nieco senny. Usiadłem w fotelu i przymknąłem oczy. Lubiłem zawsze te kilkanaście minut, kiedy mogłem zrelaksować się w błogim półśnie.

Fryzjerka była piękna. Twarz jej przypominała twarz Lindy Evangelisty, ale nie uroda rysów stanowiła o jej uroku. Poruszała się w sposób, który sprawiał, że czułem się bez reszty otoczony jej obecnością. Zapach perfum z domieszką tytoniu był miły, bardzo miły. Pewnie z powodu tej domieszki głos miała lekko chropawy i niski. Kiedy przechodziła z jednej strony na drugą owiewał mnie lekki podmuch powietrza, przesyconego jej wonią. Nawet ruchy jej drobnych rąk przed moją twarzą, szybkie, chłodziły delikatnie czoło. To powietrze także pachniało.

Na jej lewym udzie opierała się sakwa pełna nożyczek i innych akcesoriów. Zawieszona była na ukośnym pasie, który geometrią swoją sprawiał, że wzrok mimo woli wędrował od talii przez biodra, aż do dolnego brzegu sakwy, położonego nieznacznie poniżej linii spódniczki. Tutaj już był koniec tej miłej wędrówki, bo musiałbym zanadto pochylić głowę.

Fryzjerka skończyła swą pracę i wymieniła kwotę do zapłaty. Wyjąłem banknot o barwie jej oczu, a ona z uśmiechem pełnym zakłopotania powiedziała, że nie ma drobnych, by wydać...

- Och, oczywiście - reszty nie trzeba! - odpowiedziałem radośnie! Byłem bardzo zadowolony :)))  

Komentarzy: 4
Kariera? Nie, dziękuję.. :)

Witajcie, Panie i Panny Poranne oraz Wy, Przedstawiciele Płci Gorszej, Choć Niezgorszej!

Obudziło mnie gruchanie gołębi i rześkie powietrze. Za oknem wstał już dzień tak piękny, jak tylko można sobie wyobrazić :) Noc minęła spokojnie, w zasięgu moich zmysłów nie wydarzyło się nic złego, co z przyjemnością odnotuję w porannym raporcie.

Kiedy zażywałem rozkosznego tuszu (mógłbym tak stać godzinami) myślałem z lubością: jak to dobrze, że nie mam ochoty na żadną karierę... Myślałem tak nie po raz pierwszy, ale nieodmiennie uświadamianie sobie tego sprawia mi dużą przyjemność.

Lubię swój zawód, a właściwie dwa. Pierwszy jest czcigodnym "powołaniem" (hihi - mądrale Niemcy załatwili to jednym słowem: Beruf...), ale dla mnie głównie zajęciem przemiłym (dzieciaki!) oraz zaspokajającym mą męską próżność (mamy starają się tak pięknie wyglądać...). Drugi zaś przynosi mi satysfakcję "badawczą" (niemal taką, jak "tubkove inwestygacje"). Lubię wykonywać go dobrze i uczyć się ciągle czegoś nowego. Lubię patrzeć, jak dzieci, które rodziły się przy mnie, idą w świat (a najstarsze z nich mają już lat kilkanaście).

Nie mam ochoty na doktorat. Pewnie zresztą nie miałbym wiele do powiedzenia, ale już dawno wyleczyłem się z postrzegania doktorantów jako ludzi, popychających naukę do przodu. Tym niemniej - nie mam ochoty. Nie mam ochoty być ordynatorem. Ani dyrektorem. Ani prezesem. Ani menedżerem. Ani kierownikiem Sanepidu. Ani nikim podobnym.

A na co mam ochotę? Teraz - na kawę i czekoladę :))))

Komentarzy: 5
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM