iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Rousse

 

Czy lubiła swoje odbicie w lustrze? Czy uważała swoje ciało za piękne? Albo chociażby - ponętne?
Zawód, który wykonywała, wymagał utrzymywania ciała w dobrym stanie, lecz z biegiem lat było to coraz trudniejsze. Nauczyła się szybko, że w półmroku prawie wszystko wygląda inaczej. Nawet mężczyźni bywali wtedy piękni, więc ona była piękną zawsze.
Teraz stała przed lustrem. Jasne światło padało z tyłu, jej kształty w lustrze pozostawały w półcieniu. Czy patrzyła na linie ud, brzucha i piersi? Piersi uniesione i jeszcze sprężyste, z trudem dawały uwięzić się w gorsecie. Musiała zadawać im bolesny gwałt, były bowiem dość szeroko rozstawione, a oni lubili ten rowek między nimi. Zbierała je więc ku sobie, ściskając mocno na kilka godzin. Kiedy wreszcie mogły znowu odskoczyć na boki, czuła miłą ulgę.
Czy będą kiedyś karmić? Kiedyś, kiedyś...
A może patrzyła sobie w oczy? Może uśmiechała się do nich, a one do niej? Źrenice rozszerzone, ciemne. Czasem zakrapiała je belladonną. Słabo wtedy widziała, lecz stawały się one bezdennymi studniami. To robiło wrażenie!
Włosy, teraz upięte wysoko. Kiedy spływały swobodnie, sprawiały tyle kłopotu! Nieustannie plątały się, zwłaszcza, gdy trafił się klient w dobrej kondycji. Ciągle trzeba je czesać... Na szczęście, niektórzy lubią patrzeć na jej kark. Upięcie włosów podkreśla smukłość jego linii.

- Poprosiłam Henriego, by namalował mnie od tyłu. Trudno mi obejrzeć pupę w lustrze, a przecież też muszę wiedzieć, jak wygląda! Stałam tak i stałam, a on patrzył i długo nie zabierał się do pracy. Myślałam, że znowu wypił zbyt wiele i zasypia, ale nie - on patrzył. Tak dziwnie się czułam.. Ale to było miłe.. Potem powiedział tylko jedno słowo i zaczął malować.

- Rousse.

Komentarzy: 1
Kto pyta, ten błądzi... choć większość inaczej sądzi ;)

Wyobraźmy sobie, że oto znany żul Wróblewski napada na ulicy na bezbronną staruszkę i kradnie jej sztuczną szczękę. Czyn to haniebny!

Całą tę sprawę obserwuje zza firanki pan Gęsicki. Ha! - myśli - i w te pędy leci do dzielnicowego! Melduje:

- Panie Dzielnicowy! Posłusznie melduję, że ten nikczemnik Wróblewski ukradł zacnej niewieście sztuczną szczękę! Zapewne już wsadził ją sobie do tej swojej wrednej gęby i żuje!!

- Mmmmhmmm.... - burknął dzielnicowy Niepytaj. Był ryży i miał oczy kojota. Z wyglądu stara ciota...

Minął tydzień, a dzielnicowy Niepytaj nie podejmował żadnych działań. Żadnych! Wzburzył się obywatel Gęsicki na to i rzecze publicznie, w telewizorze:

- Wróblewski to hultaj! I Niepytaj o tym wie!

- Nic nie wiem - rzecze na to Niepytaj. - Jeśli Gęsicki coś wie, to niech to powie publicznie!

- Nie powiem! Już mówiłem Niepytajowi! Dysponentem wiedzy jest dzielnicowy Niepytaj!

No i Gęsicki nie powiedział...

Teraz rozbiór logiczny: miało miejsce przestępstwo, tak? Gęsicki to widział i zgłosił, gdzie trzeba, tak? Dzielnicowy twierdzi, że nic nie wie, tak?

Zatem: Gęsicki twierdzi, że wie, zaś Niepytaj twierdzi, że nie wie. Gęsicki i Niepytaj upierają się, że nie powiedzą.

Czyli: albo Gęsicki ściemnia i żadnego Wróblewskiego nie widział, albo chce pogrążyć Niepytaja... Niepytaj albo kłamie, albo rzeczywiście nic nie wie.

- Jak sądzisz, Watsonie? - spytał Sherlock.

- Ach, nie pytaj, miałem dziś ciężki dzień... Don Tusk me, Holmes...

A Niepytaj? Ech, szkoda gadać.. Pewnie szuka odpowiedzi w guglu...

 

Komentarzy: 4
Es gibt noch Richter in Berlin!

Można się uśmiechać z politowaniem nad owym młynarzem - ponoć autorem słów przytoczonych w tytule. Ale ja nie będę ich lekceważył, wyrażają bowiem przekonanie, bez którego nasza cywilizacja nie jest warta funta kłaków z łona Abrahama.

W naszym państwie równość wobec prawa to rzadki ptak, nierówność zaś jest powszechna. Rozróżniam:

1. nierówność praktyczną - kiedy ludzie podlegający prawu czynią zło, ale unikają odpowiedzialności, ponieważ mają znajomości i pieniądze. Można mieć jednak nadzieję, że kiedyś te znajomości i pieniądze nie uchronią ich od kary - bo nie prawo ich chroni, lecz ludzie

2. nierówność esencjonalną - kiedy czyniący zło w ogóle nie podlegają prawu i możemy im - jak to się mówi - skoczyć! Są oni bezkarni, bo nie istnieją rozsądne przepisy prawa, pozwalające ich ukarać.

Nie ma bowiem sędziów w Warszawie!

Do tej drugiej kategorii należy oczywiście przede wszystkim Prezydent Rzeczpospolitej (błagam: nie "Rzeczypospolitej"!). To, że obecnie urząd ten piastuje Lech Spieprzaj-Dziadu Kaczyński nie ma istotnego znaczenia, choć oczywiście wyostrza on swoim zachowaniem wady i ogólną śmieszność sytuacji.

Bardziej śmieszne wydaje mi się jednak - ni z gruchy, ni z pietruchy, iż:

 

Komentarzy: 5
Kara śmierci? Oczywiście, że...

... Ano, właśnie.

NIE - ponieważ życie biologiczne jest wartością najwyższą, należy je chronić, bo gdy nie ma życia - nie ma działania. Zbrodniarzowi należy dać szansę poprawy, a poza tym - kara śmierci niczego nie naprawia, a w szczególności nie zauważono, by przyczyniała się ona do spadku liczby zbrodni.

TAK - ponieważ życie biologiczne nie jest wartością najwyższą, wartością najwyższą są idee (nie mylić z ideologiami!), a więc: sprawy ducha. Jest karą za największe zbrodnie sprawiedliwą i nie ma nic do rzeczy, że nie przyczynia się do spadku ich liczby, bo nie taka jest rola kary śmierci. Kara śmierci mówi: Człowieku! zważ, że są sprawy większe od twojej marnej egzystencji i - jeśli umiesz - rozważ to w sercu swoim!

Skłaniam się ku TAK. Choćby kara śmierci miała być orzeczona raz na stulecie - nie jest roztropnym wyzbywać się jej w imię fałszywie pojętego humanizmu. Jak widzicie - nie mieszam w to Boga, bowiem, jak dobrze pamiętacie - Bóg sprowadził potop i zatopił wiele niewinnych istnień (nawet jeśli to tylko metafora, to i tak ciarki chodzą po grzbiecie...) - nie wydaje mi się zatem w tej dziedzinie autorytetem.

Komentarzy: 11
A co to jest miłość?

Przypadkowo wpadła mi wczoraj rano w ucho audycja radiowa z udziałem dzieci. Dzieci objaśniały, jak rozumieją rozmaite idiomy. "Mieć kiełbie we łbie", "nie mieć oleju w głowie" itp.

- A co to znaczy "stracić dla kogoś głowę"? - zapytała wreszcie pani redaktor.

- To znaczy zrobić za kogoś brudną robotę! - radośnie zawołała dziewczynka, sądząc po głosie - wiek starszo-przedszkolny.

- Ach, nie! To znaczy zakochać się po uszy! - szczebiotliwie sprostowała pani redaktor.

Uśmiechnąłem się, początkowo radośnie, lecz potem jakby mniej. Może wypowiedź tej dziewczynki nie świadczyła jednak o niezrozumieniu rzeczy?

Bo miłość w mediach bardzo często przedstawiana jest jako siła fatalna. Uczucie, dla którego ludzie popełniają zbrodnie. Oczywiście: tak zawsze było, jest i zawsze będzie. Ale czy nie zachwialiśmy proporcji? Miłość zbrodnicza jest bardziej interesująca?.. Dla mnie - tak, ale co z dziećmi?

Ale przynudziłem...

 

www.elx.pl

Komentarzy: 2
Olympia

Ten rok postanowiłem przeznaczyć na poznawanie malarstwa. Wstyd się przyznać, ale do tej pory niewiele uwagi mu poświęcałem. Oczywiście - nie mam zbyt wybujałych ambicji. Będę zatem poznawał dzieje Renoira, Degasa, Maneta, van Gogha i HT-L`a - świadom, że poznam zaledwie rąbek tajemnicy.

Co do samych obrazów.. Hm, oczywiście moja uwaga będzie zapewne zwrócona w kierunku tematyki jedynie naprawdę godnej pędzla - aktu kobiecego. Nie, żebym nie zauważał wszelkich kossakowskich koni, wszelkich Zdjęć z Krzyża i Piet, a także jabłek i czaszek na fałdzistym, szkarłatnym płótnie.

Jednak Kobieta! Jej ciało, ożywione spojrzeniem i gestem, przyprawione kontekstem! Piękne, nawet gdy niedoskonałe. Trwające wiecznie na obrazie, choć w rzeczywistości podlegające starzeniu, zepsuciu i rozkładowi.

Oto Olympia Maneta. Julia Frey przytacza: Toulouse-Lautrec, około 1895 roku, nierzadko prowadzał swoich znajomych ciemnymi uliczkami Paryża, do starych i brudnych drzwi mieszkania na ostatnim pietrze kamienicy przy rue de Douai. Na dźwięk pukania otwierała owe drzwi stara kobieta, pomarszczona i prawie zupełnie łysa. Lautrec przedstawiał ją znajomym:

- Victorine Meurent. Pozowała Manetowi do Olympii.

 

Komentarzy: 2
Jeszcze o samobójstwie.

Nawiążę do wpisu Marietki o samobójstwie.

Nie wyobrażam sobie, by samobójstwo mógł popełnić człowiek, który nie ma poczucia samotności. Celowo piszę: "poczucia", bo czym innym jest samotność obiektywna - lecz cóż tutaj po obiektywności? To zresztą kwestia poglądów.

Radzimy sobie z samotnością na wiele sposobów. Rodzina, przyjaciele, praca i pasje życiowe, wiara w Boga. Ci ostatni - szczęśliwcy! - trzymają się najdłużej :)

Siła wiary jest wielka. Góry przenosi i pozwala chodzić po wodzie. Ale najważniejsze, że pozwala znieść (czasem nawet tłumaczy) prawie wszystkie niesprawiedliwości tego świata oraz leczy trwogę.

Trwoga. Nie-lęk, nie-strach. Uczucie o wiele, wiele straszniejsze. Dopadnie każdego. Jak trwoga, to do Boga. Do Ciebie się uciekamy. Księgi intencji, które można czytać w sanktuariach, pełne są słów trwogi.

Dlaczego więc Kościół traci wiernych? Ano dlatego: słuchałem ostatnio podsumowania wizyty duszpasterskiej w jednej z wrocławskich parafii. Statystyka: 23 tys. "wiernych", 5 tys. uczęszcza na Mszę św. niedzielną. W pewnej chwili proboszcz dramatycznie pyta: "Co najbardziej trapi parafian?" i odpowiada: "Problem wymiany ławek w światyni".

Co ma to wspólnego z samotnością? Bo czasem ludziom zostaje tylko wiara w Boga. Ten proboszcz, chcąc nie chcąc, pchnął oto jakiegoś człowieka w czarne objęcia samotności. Pchnął swoją głupotą, swoją małością i - nie waham się - swoją niewiarą.

Może być jednak przecież i tak, że nie ma się już rodziny, ani przyjaciół, możliwości pracy i spełniania pasji życiowych oraz nie wierzy się w Boga - wtedy samobójstwo jest spokojnym i dobrym wyjściem. Jest aktem samoświadomości i samodzielności, po prostu - ludzkiej wolności.

Komentarzy: 7
Szczęście Pana Jarosława :)

Pan Jarosław! Ten to ma szczęście!

Nadchodzi kampania prezydencka. Na szczęście - Pan Jarosław ma haki na Sikorskiego :)

Naród chce wiedzieć - jakie haki?? Ha! Na szczęście Pana Jarosława jest to Tajemnica Państwowa :))

Jedno tylko trapi Pana Jarosława... Że Naród w zamian dowie się co nieco o Jego osobowości... :(

Ale na szczęście - jest to Tajemnica Lekarska :)))

Ot, w czepku urodzony...

Komentarzy: 5
Walentynkowo-pediatrycznie ;)

Ach, Walentynki :)))

Rozmarzyłem się... Nawet tak stare pryki jak ja lubią ten dzień... Albo noc ;))) O ile moja Owieczka nie nasączy walentynkowego serduszka z czekolady jakimś środkiem usypiającym...

Ale młodzież nic nie wie o antykoncepcji. NIC! A nawet jeśli wie, to w miłosnym uniesieniu - zapomni!

A co to jest młodzież? Ano, tak gdzieś do czterdziestki piątki (kobietki - bo mężczyzna po trzydziestym piątym to tylko złośliwy chichot Natury...). A młodzież lubi się kochać, prawda?

Oczywiście: Wy, piękne Panie i Panny, gospodarzące i goszczące w tej tu blożerii - Wy znacie się na rzeczy! Ale większość się nie zna, niestety...

No i potem co? W smutnym, deszczowym, zakatarzonym listopadzie - Cud Narodzin! Ciemno. Pierwsze awarie elektryczności i ogrzewania. Położne i lekarze w depresji. Mało witamin, same fastfudy. Oparzeliny i okopcenie po Zaduszkach. Smuta! Na spacer - trudno wyjść. W punkcie szczepień - powietrze ciężkie od flegmy, pracowicie odkrztuszanej przez tłumek w poczekalni (że co? że izolacja? osobne wejścia i osobne poczekalnie?? dobra, dobra..)

No i po co to nam? Dlatego: módlmy się do świętego Walentego, by się wziął i przeniósł z tym swoim całym świętem na lipiec. Bo w czerwcu już coś-tam ponoć mamy?

Lecz gdzież święty Walenty??? A tu. Proszę. Puk-puk.. Jest tam kto?...

 

Komentarzy: 2
RP - Rzeczpospolita Przytulna! ;)

W opowieści Panterrry o jej pierwszej miłości (ach, czy ja też mam oczy czekoladowe?.. A mam! Przynajmniej jedno ;))) uwagę moją przyciągnął zwłaszcza jeden szczegół: wspomnienie braku przytuleń w objęciach ojca.

Oj, psychologia zapewne już zbadała ten problem dogłębnie. Niby wszyscy o tym wiemy - jak ważne jest przytulanie. Dlaczego więc tak mało przytulamy nasze dzieci? Tak po prostu - spontanicznie i serdecznie.

My, ojcowie?

Syndrom rzadkiego przytulania jest powszechny i dziedziczny, szczególnie po linii męskiej - co jest zwłaszcza dlatego groźne, że większość polityków to mężczyźni (i tak pozostanie jeszcze długo).

Ciekawe byłoby poznanie, jak często doświadczyli przytuleń ojcowskich nasi politycy? Wiecie, o kim myślę przede wszystkim, ale Donek też ;)

O rany... Przytulać, przytulać, przytulać!

 



Zdjęcie z:  http://plantsgallery.blogspot.com/2008/07/galium-aparine-przytulia-czepna.html

Komentarzy: 7
1 | 2 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM