iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Herz leichenfaustgross, czyli pożytki z dra Tulpa.

Na Dolny Śląsk wybrałem się dopiero, kiedy podjąłem decyzję o studiach we Wrocławiu. Znajomi trochę pukali się w głowę - oj, głupi.. Ma pod nosem Katowice i Kraków, a pcha się na trzeciorzędną uczelnię.

Prawda, nie wiedziałem zbyt wiele o poziomie wrocławskiej Akademii. Słyszałem tylko nieco o legendarnych profesorach lwowskich (już wówczas wymierających bezpotomnie), a także o tym, że jesień we Wrocławiu jest piękna. Ale gdzież nie jest?

Tak naprawdę ciągnęła mnie inność tamtych stron, ciekawość innych krajobrazów. Byłem zaprzysięgłym górskim łazikiem, zatem - także Sudety, które zapowiadały się tak odmiennie od swojskich Karpat.

Pierwszą oznaką tej inności była woń powietrza. Powietrze na Dolnym Śląsku pachnie wyraźnie inaczej, niż w Małopolsce. Jest w nim jakby odrobina nuty korzennej. Pomimo tylu lat tutaj spędzonych wciąż rozróżniam te zapachy.

Drugą oznaką inności były epitafia. Bodaj na murze cmentarza na Pęksowym Brzyzku napisane jest "Ojczyzna to ziemia i groby". I rzeczywiście - tutaj poczułem wyraźnie, że kraina ta, zupełnie niedawno ojczyzna innych ludzi, staje się powoli ojczyzną ludzi teraz ją zamieszkujących. A TAMTYCH już nie ma, choć leżą w TEJ ziemi.

Epitafia w języku niemieckim, pisane trudną literą, często skute, zatarte, pokryte murarską zaprawą. W magicznym, zabobonnym rytuale, który miał na celu uniemożliwienie powrotu na tę ziemię nawet duchów tego znienawidzonego narodu. Byli wprawdzie i tacy, którzy starali się ratować materialne ślady przeszłości i było ich niemało. Wysiłki te podejmowane były wtedy jakby na przekór powszechnemu ludowemu odczuciu.

Epitafium oznacza - mowa pogrzebowa. Krótki przekaz, skierowany do żyjących, dla tych którzy znajdą chwilę, by się zadumać nad ulotnością życia. Jednak większość grobów świata już nie istnieje, a niektórzy - nigdy ich nie mieli. Zapisy o zmarłych, o ile w ogóle jeszcze istnieją, rozproszone są wśród licznych ksiąg i trzeba trafu lub świadomego poszukiwania, by je odnaleźć.

Oto przed mną epitafium szczególne. Ma kształt księgi i nosi tytuł: "Pathologisches Institut der Universitat Breslau. Sektions-Protokolle 2.4.1935 - 31.10.1935". Poczytajmy zatem:

Herbert Rissmann, syn rolnika, 15 lat. Chłopiec był jak na swój wiek - bardzo asteniczny. Usunięto mu migdałki podniebienne (z powodu przewlekłego ropnego zapalenia), po operacji rozwinęła się sepsa. Zmarł wskutek rozległego zapalenia otrzewnej. Herz deutlich grosser als die Leichenfaust.

Robert Kraft, kamieniarz, 60 lat. Cierpiał z powodu raka odbytnicy, był operowany. Zabiło go ropne zapalenie nerek. Herz der Leiche faustgross.

Marta Hofrichter, niewiasta zamężna, 25 lat. Zmarła na gruźlicę płuc. Nie odnotowano, czy była ładną kobietą. Zapewne kaszlała dzień i noc, słabnąc coraz bardziej. Herz ist leichenfaustgross.

Anneliese Zeidler, 21 lat. 1,70 m. Zwłoki kobiety w dobrym stanie odżywienia. Kolor skóry ziemisto-szary z wyraźnym odcieniem żółtym. Das Herz ist von der Grosse der Leichenfaust.

Franz Goldner, 42 lata. Potężnie rozwinięta muskulatura. Przyczyna śmierci: obrażenia głowy wskutek wypadku. Zbadano jedynie jamę czaszki, die ubrige Sektion war verboten.

Franz Wrobel, nauczyciel, 51 lat. Guz kąta mostowo-móżdżkowego. Zaczęło się zapewne zawrotami, trudnościami w chodzeniu, potem pojawiły się bóle głowy. Das Gehirn wurde in Formalin fixiert.
"Szanowna Pani Wrobel!
W odpowiedzi na Pani pismo z dnia 30.10.1935 r. informujemy, że tutejszemu Insytutowi nie jest wiadomym, by w jamie ustnej Pani zmarłego męża znajdowało się lub nie uzębienie. Z pewnością nie zostało ono tutaj wyjęte. Heil Hitler!"

 

Komentarzy: 2
"Wysokospecjalistyczna porada lekarska"

Dzisiejszy poranek w pracy upłynął nam w dużej mierze na pocieszaniu koleżanki. Oto, co było przyczyną jej smutku.

Koleżanka jest kobietą z rodzaju tych, o których mówi się: dziewczyna prosta, ale uczciwa, dobra i pracowita. Ogólnie lubiana, choć czasem bywa obiektem lekko złośliwych dowcipów, gdyż uwielbia seriale.

Ma dużą nadwagę, a mówiąc szczerze - jest otyła. Uwielbia ptasie mleczko... A ponieważ weszła w wiek postbalzakowski, zaczęła chorować z powodu żylaków. Kiedy ból stał się nieznośny, postanowiła udać się do lekarza.

Nasz szef polecił jej wybitnego chirurga naczyniowego, który ponoć znany jest z tego, że operuje nowocześnie, to znaczy - oszczędnie. A koleżanka chciała wrócić szybko do pracy. Wzięła więc w rękę portfel (bo nie jest lekarzem) i udała się do prywatnego gabinetu owego koryfeusza. Wróciła załamana.

Pan doktor (niech mu kluska śląska w gardle stanie!) zainkasował solidne honorarium, zbadał pacjentkę, a następnie oświadczył jej, że warunkiem leczenia jest, by schudła 30 kg w 3 miesiące (sic!).

Każdy, kto się odchudzał, wie co to znaczy. Mordercza dieta, której nie wolno stosować bez nadzoru lekarskiego i dietetycznego. Specjalnie dobrany zestaw ćwiczeń. Całkowita rewolucja stylu życia i to kiedy?? - w miesiącach zimowych!

Po prostu pan doktor spławił pacjentkę. Tak się dobiera pacjentów, by mieć dobre wyniki leczenia! Operować szczupłe nóżki wysportowanych pań, chcących poprawić ich wygląd, najczęściej za kasę swoich bogatych "partnerów" (w tym mężów) - cóż łatwiejszego...

A koleżanka? Cóż.. z rozpaczy nażarła się ptasiego mleczka...

Komentarzy: 8
O modzie szkolnej słów kilka ;)

Jako, że jestem słomianym wdowcem, dzisiaj rano przyjrzałem się baczniej swej jedenastoletniej córze, wybierającej się do szkoły.

Uwagę moją zwróciły rękawiczki. Bez palców, długie do łokcia. Zapytałem: a cóż to za rękawiczki? Ach, takie tam.. Skajterki...
- Ziomalskie - burknął zgryźliwie syn, przechodząc.
- Jesteś pewna, że to odpowiednie rękawiczki do szkoły? drążyłem temat.
- Eeee, wiesz, tak się dziewczyny teraz ubierają..
- Wszystkie?
- No, nie, pewnie, że nie.
- Moda?
- Yhm.

Pomyślałem chwilę. Nie bardzo podobała mi się ta  moda. Nie do szkoły. Jak to jednak powiedzieć?? Wszak nastolatka to stworzenie baaardzo delikatne...

- Byłaś na wycieczce w górach?
- Yhm.
- Jak szybko szliście? Jak dobieraliście tempo?
- Normalnie.
- ??? Jak to normalnie? A może było tak, że tempo dobieraliście do najsłabszych?
- No, tak.

Poczułem grunt pod stopami!

- Widzisz, w szkole jest podobnie. Do szkoły muszą chodzić wszyscy. Muszą. Także i ci, których nie stać na ekstrawagancje w modzie.

Tak powiedziałem. Ekstrawagancje.

- Moda szkolna musi uwzględniać możliwości tych najsłabszych. Wszyscy chcą się ubrać modnie, prawda? I nikt nie chce czuć się gorszym, prawda?
- Prawda.

Marysia zdjęła rękawiczki-skajterki. Myślę, że nie miała do mnie o to żalu, prawda?

Komentarzy: 6
Miechów

Jechałem wczoraj przez Polskę. Od Kielc, aż na Dolny Śląsk. Niby nie bardzo daleko, ale i nie blisko. Pogoda była taka sobie - niebo pochmurne, od czasu do czasu deszcz.

Jechałem sam, ponieważ zawiozłem moją Owieczkę do wód. Będzie miała dwa tygodnie błogiego urlopu od domowych krzątanin, od pracy i tych samych krajobrazów. Słuchałem radia, na długiej trasie oczywiście Trójki, bo moje ulubione TOK to tylko dla mnie, prowincjusza, przez internet. Ale Trójeczka też przednie radyjko :)

Dowiedziałem się na przykład, że dzisiaj wieczorem będzie koncert piosenek Brassensa. Brassens! Myślę, że jego teksty, w tłumaczeniu Zespołu Reprezentacyjnego, słuchanego w dusznych pomieszczeniach klubu studenckiego we wrocławskim akademiku Bliźniak - jakoś wpłynęły na ukształtowanie mojej osobowości. Trochę sarkazmu, dużo ciepłego spojrzenia i humor. A reszta "robi się" sama :)

Dowiedziałem się też, że warto będzie nabyć nowe płyty Pustek i Heya. I że w ogóle jest teraz tak dużo dobrej polskiej muzyki!

Jechałem przez pola Kielecczyzny, Jurę, a potem przez rozległe lasy pod Lublińcem, do Toszka. Zatrzymałem się w okolicach Kroczyc, by zrobić dłuższy postój. Las był wilgotny i pachnący tą jedyną wonią wilgotnego igliwia, grzybów i ziemi. Mgła otulała go ciszą. Przychodziła mi do głowy myśl najprostsza z prostych - jak pięknie! Gdyby wtedy na chwilę zaświeciło słońce, byłoby zapewne niewiarygodnie pięknie..

Ta myśl-zachwyt jest tak samo intensywna od lat. Jest bodaj najbardziej stałym składnikiem wspomnień.

Nie śpieszyłem się. Jechałem tak, aby nie utracić żadnego widoku. Taśma z zapisem tego, co widziałem, leży gdzieś na swojej półeczce w mojej głowie.

A w drodze "tam" zajechaliśmy, sentymentalnie, do miasteczka Miechów, w którym 14 lat temu urodził się nasz syn. Miasteczko, jak wiele innych - ma jednak bazylikę z jedną z najciekawszych (jak myślę) wież kościelnych. Na wieńczącej ją kuli, symbolizującej świat, stoi wielka figura Jezusa Zmartwychwstałego. Popatrzcie, a jeśli będziecie w pobliżu, koniecznie odwiedźcie Miechów :)

 

Zdjęcie pochodzi z www.polskaniezwykla.pl

Komentarzy: 5
Dzisiaj się wkurzyłem :)

Byłem dziś w Bolesławcu. Około kwadrans po piątej poszedłem na pocztę nadać paczkę. Grzecznie stanąłem do kolejki, było w niej około 10 osób. Kolejka posuwała się, jak to na poczcie, bez zbytniego pośpiechu. Ludzie przede mną odbierali listy polecone. Około godz. 17:40 dotarłem do okienka i oto dowiedziałem się, że ze względu na "przerwę technologiczną" paczkę będę mógł nadać od godz. 18. Powód przerwy? Otóż pani, "mająca uprawnienia", ma właśnie przerwę w pracy, zaś żadna inna takowych "uprawnień" nie posiada!

Bolesławiec jest miastem powiatowym, ma chyba około 40 tys. mieszkańców, a poczta, w której usiłowałem nadać paczkę, jest główną pocztą tego miasta. Na poczcie tej, w godzinach 17:30-18:00, można było kupić znicz cmentarny, rajstopy, kalendarz rolniczy, gazetę z gołymi babami - ale nie można było nadać paczki...

Do duppy z taką pocztą! Ja i jeszcze jedna pani z kolejki napisaliśmy skargę i będziemy czekać na odpowiedź.

Komentarzy: 7
Pijcie miętę pieprzową :)

Ten cudowny szczegół waszego ciała!
Opiewany w niezliczonych dziełach literatury i z lubością malowany przez malarzy o płonących uszach!
Bo jeśli cała kobieca cielesność - symfonią - to przecież ten doskonale precyzyjnie uwypuklający się guziczek jest jak srebrzysty dźwięk trójkąta! Dźwięk, który wieńczy zawiłą wędrówkę przez trąby, klarnety i werble... Dźwięk, który tak lubię :)
Jest celem.
Kubkiem gorącej herbaty na szczycie.
Jest egzotycznym parkomatem, który - raz uruchomiony - poczyna odliczać minuty, godziny, dni...
Kobiety, które znam, ukrywają go przed publicznością. Jakby wstydziły się dumy, z jaką prezentuje się światu?
Dlaczego?
Niesłusznie!
Ach, uwielbiam dostrzec go pośród splotów tkaniny. Dopełnia obrazu, tej opowieści, którą jest sylwetka i ruch.
Podziwiam go i kontempluję.
Nie, żebym myślał całkiem platonicznie, ale co myślę, to.. myślę ;)
Rzadko jednak się to zdarza.
Tylko manekiny stoją bez wstydu. Bez drgnienia. Ha! Nie mają wyboru.
Ciekawe, stworzone przez mężczyznę, czy przez kobietę?



Na marginesie: jeśli czujecie, że bierze was dur - lepiej pijcie miętę, jak poucza poniższy filmik... ;)))

www.youtube.com/watch

Komentarzy: 3
Żeglarze

Na pewno ich znacie. Barczyści, silni i zwinni jak kobra. O twarzach roześmianych i oczach zawadiackich. Pewni swego, biorący życie pełnymi garściami. Wyruszają na morza swoimi jachtami, wyposażonymi w radary, GPSy, echosondy i Bóg jeden wie, co jeszcze. Płyną! Znają prawa fizyki, wykorzystują wiatry i prądy, czasem - silniki swoich łodzi. Dla nich morze to wzburzona powierzchnia. Arena, na której - niczym torreador - stanęli po to, by zabić byka.

Kiedy dopływają do portów, oczy kobiet zachodzą mgłą i miłość wypełnia wszystkie zaułki.

Ale są też inni żeglarze. Tylko wprawne oko wyłowi ich w nadbrzeżnym barze. Siedzą pod ścianami, zamyśleni nad szklanką piwa. Spoglądają na kobiety, lecz one na nich nieczęsto. Ich łodzie są stare i łatane od lat, ale służą im dobrze - wiele razem przeszli. Nie mają tych wszystkich nowoczesnych urządzeń, więc żeglarze ci obliczają swą pozycję obserwując Słońce. Oczywiście i oni znają się na wiatrach i prądach. Czują głębię morza, która jest pod nimi. Trochę bardziej muszą polegać na żaglach, bo silniki ich łodzi są stareńkie i czasem zawodzą. Kiedy dopływają do portów, patrzą jeszcze długo w morze, zanim pójdą do tawerny.

Dlaczego o tym piszę? Bo miałem taki sen, co nieczęsto mi się zdarza. Zapewne po wczorajszym winie ;)

 

mal. Krzysztof Grzywacz

Komentarzy: 4
Rozmiar ma znaczenie...

Tak, tak... Rozmiar ma znaczenie!

Od czasu do czasu z garderoby mojej Owieczki, przeglądającej swoją garderobę, dochodzi łkająco-skowycząca skarga, której treść znają wszyscy. Prawda?

Tak ze dwa razy w roku powodem owej skargi nie są wcale niedobory zawartości szafy i niezliczonych szuflad, lecz stwierdzenie, że tu i ówdzie Owieczce przybyło nieco wolumenu.

Moja Owieczka żyje już na tym świecie ze sto lat, ale wciąż nie wie, że człowiek dwa razy w roku tyje i dwa razy w roku chudnie. Muszę ją chyba wysłać na jakieś specjalistyczne, prowadzone przez przystojnych panów, sympozjum. Może macie jakieś sprawdzone adresy?

Ja zaś uwielbiam, po prostu UWIELBIAM, kiedy te wszystkie koszulki, bluzeczki i spódniczki są ciutkę za małe! Tak odrobinę za małe! Tak za małe w sam raz... Opinają się wtedy i.. ech! Naprawdę - rozmiar ma znaczenie.

Choć oczywiście trzeba zachować umiar (jak we wszystkim, jak we wszystkim...), bo przecież nie tylko my chcemy wyglądać pięknie:

 

(obrazek pochodzi z buyornot.pinger.pl)

Komentarzy: 8
czas spać

na chwilę przymknąłem oczy
wyglądała tak samo
ach w końcu upłynęła
tylko malutka chwila

a jednak ja przecież wiem
jest już nieznacznie inna
i zmienia się ciągle zmienia
niepostrzeżenie

strzała stoi choć mknie
biegacz nie dojdzie żółwia
teraz jest punktem
idealnym?

ale cóż to za brednie!
czyś już wypił zbyt wiele?
czas spać czas spać..
umyć zęby i spać

Komentarzy: 1
Stypa przedpogrzebowa ;)

Jakiś czas temu jedna z naszych pielęgniarek rozbawiła nas, przynosząc do pracy tort przedweselny. Jej córka miała niebawem wyjść za mąż i z tej okazji zostaliśmy poczęstowani tymże tortem właśnie.
Ha! pomyślałem wtedy: skoro mógł być "tort przedweselny" - to może też być może "stypa przedpogrzebowa"?
Zapomniałem jednak o tym pomyśle, sądząc - jak się okazało - nie bez podstaw, że ktoś już przecież musiał to kiedyś wymyślić...
I oto dziś czytam (Dziennik Gazeta Prawna, D3), że w USA istnieje cały rynek handlu "wyprzedzeniowego" w tej właśnie dziedzinie. Można nawet kupić sobie trumnę w sieci dyskontowej o wdzięcznej nazwie Costco.

Od razu układa się slogan reklamowy: "Twoje kostki w trumnie z Costki!" Wiem, wiem... Późne lata 80...

Tak, czy siak pomyślmy:

1. wybieramy sobie futeralik, ubranko, dodatki, gadżeciki (lampka nocna! - wielu o tym zapomina i potem klops..), lekturę, ulubiony trunek, zdjęcie Ukochanej Blondyny O Pięknych Kruczoczarnych Ognistoczerwonych Włosach...
2. albo wybieramy gustowne pudełeczko z przegródkami (tu główka, tu korpusik, tu kończynki), bo w przeciwnym razie gotowi są cię wsadzić w którąś z tych wieśniackich, pożal-się-Boże, niby antycznych urn lub zrobią z ciebie jakiś eksponat, na kształt tego biednego Dominika...


 

3. wyszukujemy sobie miejsce zaciszne lub gwarne, piękne lub funkcjonalne, z dala lub z bliska, z widokiem na ulubione krajobrazy albo neon. To już wprawdzie kiedyś bywało, teraz znacznie rzadziej, zwykle kładą "po kolei"...

4. OBŻERAMY SIĘ i OPIJAMY na własnej stypie, przypatrując się któż to szczególnie obłapia naszą przyszłą po nas wdówkę. Nie, żeby nie pozwalać, ale żeby może kobitce życzliwie doradzić, kogo by se najlepiej mogła potem wziąć...

Ileż w tym byłoby ciepłej radości! Zamiast chlipać nad tym, co i tak się zdarzy, cieszylibyśmy się wspólnie z życia, które, póki co, najczęściej jest jak pół litra - niby wszyscy wiedzą, że się skończy, ale każdy jest zaskoczony...

Czuwaj!

Komentarzy: 3
1 | 2 |

NAJNOWSZE WPISY

O MNIE

baranek67

Zdradzę Wam mój przepis na szóstkę :) Rzucamy kostką i patrzymy. Jeśli nie wypadła szóstka - delikatnie ujmujemy kostkę i ustawiamy w pożądanej pozycji. Et voila! - oto mamy szóstkę! ;)))

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM